Kategoria: Recenzje

A tam, cicho być!

Książka pt. „A tam, cicho być! Biografia Bohdana Smolenia. Jako młodzieniec już przejawiał talent aktorski, miał zaledwie pięć lat gdy jego matka do końca życia była sparaliżowana, ale choroba ta nie związała jej rąk i opiekowała się domem. Ojciec Smolenia od choroby matki popadł w alkoholizm i hazard, przez co nie nawiązywał dobrych relacji z dziećmi. Mężczyzna ożenił się i zawiązał rodzinę z której na świat przyszło trzech synów. Byli dobrana parą ponieważ wspólnie kochali zwierzęta, jednakże później pojawiły się problemy, wyjazdy alkohol, kobiety i hulaszczy tryb życia. Wszystko to spowodowało, że zatracał się w swoim życiu, trwonił mnóstwo pieniędzy co spowodowało, że musiał się zapożyczać. Wszystkie te problemy spowodowały śmierć jednego z synów, po śmierci dziecka żona Bohdana Teresa popada w alkoholizm. W tej dramatycznej sytuacji zaczynają się przy spożywaniu nadmiernej ilości alkoholu dogadywać i zatracać. Po roku żona Smolenia Teresa umiera.  Publikacja napisana dobrze i na długo pozostaje w pamięci czytelników.

A tam, cicho być! Biografia Bohdana Smolenia

Książka pt. „A tam, cicho być! Biografia Bohdana Smolenia. Jako młodzieniec już przejawiał talent aktorski, miał zaledwie pięć lat gdy jego matka do końca życia była sparaliżowana, ale choroba ta nie związała jej rąk i opiekowała się domem.  Ojciec Smolenia od choroby matki popadł w alkoholizm i hazard, przez co nie nawiązywał dobrych relacji z dziećmi.  Mężczyzna ożenił się i zawiązał rodzinę z której na świat przyszło trzech synów.  Byli dobrana parą ponieważ wspólnie kochali zwierzęta, jednakże później pojawiły się problemy, wyjazdy alkohol, kobiety i hulaszczy tryb życia. Wszystko to spowodowało, że zatracał się w swoim życiu, trwonił mnóstwo pieniędzy co spowodowało, że musiał się zapożyczać. Wszystkie te problemy spowodowały śmierć jednego z synów, po śmierci dziecka żona Bohdana Teresa popada w alkoholizm. W tej dramatycznej sytuacji zaczynają się przy spożywaniu nadmiernej ilości alkoholu dogadywać i zatracać. Po roku żona Smolenia Teresa umiera.  Publikacja napisana dobrze i na długo pozostaje w pamięci czytelników.

Recenzja książki Pawła Huellego „Talita”

Zbiór dwunastu opowiadań Pawła Huellego otwiera „Talita”. Tytułowa, najdłuższa, opowieść chyba najbardziej przykuwa uwagę. Okładka też do niej nawiązuje. Dwunastoletnia Bernatka tonie, ratując bezdomnego psa. Być może to ten sam pies odgoniony potem przez Maryjkę, ciotkę dziewczynki, przygotowującej kuchę (kaszubska nazwa ciasta drożdżowego), by przyjąć żałobników w czasie tzw. „pustej nocy”, gdy śpiewa się pieśni przy trumnie zmarłego. Pies odchodzi też z tajemniczym przybyszem. Trudno powiedzieć, kim jest; wygląda jak mnich, ale zaprzecza. Sam autor powiedział w wywiadzie, że nie wie, bo „gdyby wiedział, toby napisał”. Wiele jest wątków w „Talicie”, realistycznych i tajemniczych, ocierających się o magię. Pojawiają się i w innych opowiadaniach, tych „z kronik opactwa oliwskiego” – „Dąb” i „Miasto”, z czasów Zagłady – „Ryfka” czy też tych osadzonych w realiach czasów powojennych, np. „Szewc”, „Krawiec”. Huelle często wraca do okresu dzieciństwa, patrzy na zdarzenia oczyma kilkunastoletniego chłopca, który podgląda ojca chodzącego po linie nad przepaścią w miejscu nieistniejącego mostu („Most”) czy zaprzyjaźniającego się z Samirą, wnuczką cygańskiego króla („Cyganka”). Chłopiec z nazwiskiem „na ósmą literę alfabetu” jest często narratorem opowiadań. W „Krawcu” chodzi na przymiarki komunijnego garnituru i, tu ciekawostka, spotyka tam Józefinę Szelińską, dyrektorkę Biblioteki Głównej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Gdańsku, narzeczoną Schulza. Jest w zbiorze opowiadanie „Dzień biblioteki”, gdzie silnie podkreślona jest wrażliwość autora na muzykę. To zresztą częste i w innych: „Koncert”, „Słoneczny dzień” czy też we wcześniejszej pięknej powieści „Śpiewaj ogrody”. Paweł Huelle pisze wspaniale o muzyce, przyrodzie, łączy świat realny i magiczny, odtwarza świat miniony, wskazuje na potrzebę duchowości. Chaskiel ze „Słonecznego dnia” wie, że „modlitwa jest jedną z tajemniczych bram, które otwierają wszystko”. Trzeba tylko, jak w ostatnim, nieco humorystycznym „Cadyku”, „wiedzieć, o co się prosi”, gdy zostawia się „kwitełe”, karteczkę z prośbą na grobie cadyka Baal Szema Towa (męża dobrego imienia). Urzekły nas, klubowiczki, opowiadania Pawła Huellego, który podkreślał, że mistrzami tego gatunku byli dla niego Jarosław Iwaszkiewicz i rosyjscy pisarze. Odnaleźć w nich można echa swoich przeżyć, dawnych obyczajów pogrzebowych, czasu taborów cygańskich czy innych wspomnień z dzieciństwa. Dla młodszych czytelników proza gdańskiego pisarza może być okazją do poznania tych zwyczajów, do spojrzenia na dawny Gdańsk i okolice. To możliwość cofnięcia się w czasie, do świata, który przeminął, nad którym „zachodzi już słońce”. Dzięki wielkiemu talentowi i wrażliwości autora „Weisera Dawidka” możemy z nim obcować. Lektura jego utworów pochłania całkowicie, odrywa od codzienności. Dla mnie to jeden z ulubionych pisarzy i odczuwam wielki żal i smutek, że od 27 listopada 2023 roku nie ma go wśród nas. Zostały wiersze, powieści, opowiadania. Pisarz w wywiadzie z grudnia 2020 roku, po ukazaniu się „Tality”, swej ostatniej książki, powiedział, że od smutku zbawia nas miłość, kontemplacyjne spojrzenie na przyrodę i obcowanie ze sztuką. Stwierdził, że „to nas ratuje od melancholii”. Warto skorzystać z tych wskazówek, warto czytać prozę Pawła Huellego. Bardzo mocno polecamy. Wiesława Kruszek Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja powieści Anny Cimy „Obudzę się na Shibui”

Seria Stehlik jest gwarancją dobrej lektury. Mariusz Szczygieł (po czesku właśnie Stehlik) poleca ciekawe książki naszych południowych sąsiadów. Tym razem jest to debiutancka powieść japonistki Anny Cimy. Młoda (rocznik 1991) autorka stworzyła bardzo ciekawą i sympatyczną postać. To Jana Kupkova zafascynowana od dziecka Japonią. Czyta Murakamiego, ogląda filmy Kurosawy, interesuje ją manga i anime. Przyjaźni się z Machiko Kawakami z Jokohamy, która studiuje w Akademii Muzycznej w Pradze. Nasza bohaterka oczywiście zostanie studentką japonistyki praskiej uczelni. Fascynacja Krajem Kwitnącej Wiśni zaprowadzi ją w dość tajemniczy sposób do Tokio, gdzie spędzi długi czas w okręgu Shibui. Rozdziały powieści przeplatają się, mamy Janę w Pradze i w Tokio. W Pradze studiuje, pracuje w bibliotece uniwersyteckiej i zaczyna odkrywać powoli japońskiego pisarza ery Taisho, Kiyomaru Kawashitę. Tłumaczy jego teksty. Pomaga jej w tym nieco ekscentryczny doktorant Victor Klima. Fragmenty „Kochanków” i „Rozedrganych wspomnień” mamy okazję przeczytać, są w powieści wyróżnione graficznie. Stopniowo, wraz z Janą i Victorem, zaczynamy wciągać się w poszukiwania japońskiego pisarza, który naprawdę nazywał się Satoshi Ueda. Cima bardzo wiarygodnie pokazała jego smutne losy. Jak już wspomniałam, Jana marzy o dłuższym niż miesięczny pobycie w Japonii. Tyle czasu spędziła tam w okresie licealnym. Czeska autorka znalazła ciekawy sposób, by spełnić marzenia dziewczyny. Kim jednak jest Jana przebywająca na Shibui? „Myślą o Japonii”, może duchem, zjawą? A może to po prostu kwestia wyobraźni czy snów? Tu już każdy czytelnik musi sam znaleźć sobie odpowiedź. Tym, którzy znają twórczość Harukiego Murakamiego, będzie łatwiej ją odszukać. Czeskiej autorce udało się bowiem uchwycić nieco klimatu jego powieści, tajemniczości i nieoczywistości, przenikania się świata realnego i duchowego, znaczącej roli biblioteki jako miejsca, gdzie mogą się wydarzyć magiczne historie. Powieść Anny Cimy zawiera też ciekawe rysunki współgrające z dziejącą się akcją, jest też kilka znaków japońskiego alfabetu. Pomocny jest dodany przez autorkę słowniczek pisarzy japońskich i innych postaci występujących w książce oraz słowniczek pojęć. Debiut Anny Cimy, za który zdobyła trzy najważniejsze czeskie nagrody literackie, jest niezwykle obiecujący. Teraz czekamy na jej kolejne, miejmy nadzieję, równie udane książki. Wiesława Kruszek Dyskusyjny Klub Książki przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja Moralność Pani Piontek

Bohaterką powieści jest Gertruda kobieta wstydząca się swojego pochodzenia mająca swoje zasady, nie znosząca sprzeciwu, jej pragnieniem jest bycie kimś.  Nieustępliwość sprawia, że syn buntuje się przeciwko jej poglądom i wybiera inna specjalizację niż te którą proponuje mu matka. Pani Gertruda wstydzi się wyboru syna, ponieważ twierdzi, że nie powinien iść na ginekologię, co wywołuje lawinę złości mężczyzny i opuszcza on dom rodzinny. Augustyn w tajemnicy przed matką wynajmuje pokój i w tym czasie poznaje kobietę którą żywi większą sympatią. Jest ona przesympatyczna i piękna mężczyzna nie poprzestaje w swoich przekonaniach że to ideał dla niego. W pewnym czasie matka Gutka pani Gertruda dowiaduje się o swojej chorobie  diagnoza rak, chce zatuszować tą wiadomość przed swoją rodziną i nie ujawniając wyjeżdża na Maltę, czyni to po to aby odsunąć rodzinę od problemu z jakim przyszło się jej zmierzyć. Po badaniach okazuje się, że choroba ta nie jest złośliwa. W między czasie poznaje młodą i sympatyczną Basię w tym szpitalu w którym się leczy, zakłada że byłaby ona odpowiednia dla jej syna Augustyna, mężczyzna nie chce poznawać nowej kobiety ponieważ przed wyjazdem do Ameryki oświadczył się ukochanej swego serca Anicie. Kobieta ta zmienia swoją tożsamość i przedstawia się jako Basia, Pan Gertruda nie zna prawdziwego imienia kobiety, która to jej przypadła do gustu dla syna. Sytuacja ta wyjaśnia się, że to jest ta sama kobieta. Powieść napisana jest lekkim piórem, czyta się ją z poczuciem humoru, rozwesela w pochmurne dni.

Recenzja książki Piotra Bernardyna „Hongkong. Powiedz, że kochasz Chiny”

Piotr Bernardyn zabiera nas w podróż do Hongkongu. W dziesięciu tekstach wzbogaconych epilogiem pokazuje siedmiomilionową metropolię; jej dzień dzisiejszy (pisał ją w 2019 roku w burzliwym okresie protestów) i historię. Półtora wieku Hongkong był kolonią Zjednoczonego Królestwa. Rys historyczny sięga roku 1841, gdy brytyjscy marynarze zakładają przyczółek handlowy na wyspie Hongkong, na Morzu Południowochińskim. Od, jak ją określił lord Palmerston, „jałowej wyspy, prawie niezamieszkanej” Hongkong wyrósł na miejsce kojarzone z ogromnym bogactwem, stał się potęgą gospodarczą z dużą liczbą miliarderów. W tekście „Pogoda dla bogaczy” autor podaje, że jest ich osiemdziesięciu. Jest to jednocześnie miejsce bardzo drogie do życia, z wielkimi nierównościami społecznymi. O tym jednak Bernardyn pisze mniej, koncentruje się głównie na zagadnieniach politycznych, dużo uwagi poświęca zamieszkom i protestom. Podaje wiele nazwisk, dat, zagłębia się szczegółowo w działalność opozycji, analizuje zachowania gubernatorów czy system prawny. Przedmiotem jego rozważań jest głównie Hongkong już po zakończeniu tam brytyjskiego panowania w 1997 roku, gdy „miasto nieprzerwanie wrasta w Chiny, pomimo formalnej autonomii i licznych protestów”. Nie bardzo sprawdza się też formuła: „jeden kraj, dwa systemy”. Oczywiście Chiny cały czas dążą do całkowitego podporządkowania sobie Hongkongu, ograniczając demokrację, która stopniowo „staje się farsą”. Jak zaznacza autor: „Hongkong to jednak przede wszystkim wielki biznes, któremu swobody polityczne są mało potrzebne”. W naszym klubowym gronie przyznałyśmy zgodnie, że reportaż Piotra Bernardyna czytało nam się dość trudno, momentami była to nawet męcząca lektura. To zdecydowanie książka dla osób interesujących się bardziej zagadnieniami politycznymi. Oczywiście można się z niej dowiedzieć wielu ciekawostek na temat tego azjatyckiego terytorium i to doceniłyśmy. Oczekiwałyśmy jednak więcej informacji o życiu mieszkańców, ich dniu powszednim, rozmów z nimi, takiego zwykłego spojrzenia na Hongkończyków. Wiesława Kruszek Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki Anny Janko „Mała zagłada”

„Wojna nie umiera nigdy”. To zdanie z książki Anny Janko dedykowanej mamie autorki, Teresie Ferenc, oraz mieszkańcom wsi Sochy na Zamojszczyźnie. Z okładki „patrzą na nas” wielkie, wyraziste oczy dziewczynki i chłopca. To dziewięcioletnia Terenia i jej młodszy brat Jaś, którzy przeżyli zagładę ich wsi 1 czerwca 1943 roku, byli też świadkami rozstrzelania rodziców. Przeżyła jeszcze najmłodsza z rodzeństwa Krysia, zwana Kropką. Do tej tragicznej opowieści rodzinnej wraca po wielu latach Anna Janko; wie, że to już ostatni moment, bo jej matka zaczyna tracić pamięć. Razem z nią próbuje układać historię tamtych dni, lat przed i po nim. Zebrała także relacje innych mieszkańców Soch. Jak zwykle okazuje się, że prawie każdy pamięta trochę inaczej albo też wyparł te straszne przeżycia. Teresa Ferenc została poetką, nie pisała o swojej wsi, nigdy tam nie pojechała, wiersze o matce napisała dopiero w 1978 roku. Strach i pamięć to dwa bardzo ważne słowa powtarzające się często w książce. Anna Janko w jednym z wywiadów powiedziała, że „uświadomienie sobie źródła cierpienia pozwala je zneutralizować, a co najmniej wziąć dystans. Demon nazwany traci swą moc…” Dla autorki przeżycia jej matki stanowią obciążenie, pisze o dziedziczeniu traumy, o własnym lęku przed wojną, o alergii, która ją dopadała, gdy odwiedzała dom dziadków w Stolnikowiźnie. Nazywa to, może trochę z poetycką egzaltacją i przesadą, „uczuleniem na ziemię”. Z latami minęło, ale pisarka w przeciwieństwie, jak pisze, do swoich znajomych, „ogląda wszystko, co dotyczy wojny”. W „Małej zagładzie” pojawiają się oprócz opowieści o pacyfikacji Soch informacje o obozach koncentracyjnych, o wybuchu bomby jądrowej w Hiroszimie, o Kambodży za czasów Pol Pota, mordach między Hutu i Tutsi. Jest relacja z pobytu Janko w Majdanku. Są opowieści o zbrodniarzach wojennych, o filmach poświęconych tej tematyce. Czy autorka chce w ten sposób „nazwać demona”, którego dziedziczy, czy po prostu robi to na użytek tej książki? Mnie uderzył wielki kontrast między „Małą zagładą” a wcześniejszymi pozycjami, „Dziewczyną z zapałkami”, „Pasją wg św. Hanki” czy „Boskimi i nieznośnymi”. „Małą zagładę” czyta się ze ściśniętym sercem, jej lektura może sprowadzić sny, po których szybko chcemy się obudzić i zapomnieć, o czym śniliśmy. Przejmująca, smutna, poruszająca, na pewno bardzo ważna jest ta książka, dzięki której zachowana została pamięć o małej wiosce i jej mieszkańcach. Kilka razy pojawia się w niej zastrzeżenie, by nie używać form nieosobowych, typu spacyfikowano, zabito, zniszczono, zamordowano. Zrobili to konkretni ludzie. Anna Janko porusza też temat reakcji człowieka na zło. Pisze: „Bardzo, bardzo trudno jest się przeciwstawić”. „Mała zagłada” jest książką o świecie jej mamy, o dobrym dzieciństwie, które tak szybko się skończyło, późniejszej biedzie, głodzie, poniewierce, ale i próbie budowania sobie życia na nowo. Córka Teresy Ferenc napisała tę opowieść, by matka „nie musiała zabierać jej na tamten świat”. Przeczytajcie ją, bo przecież, jak napisałam na początku słowami poetki i pisarki, „wojna nie umiera nigdy”. Można dodać, że wciąż niestety trwa, od ponad dwóch lat tak blisko za naszą granicą, trochę dalej też – apokalipsa wciąż się staje! Jak to zrozumieć, jak pojąć?! Wiesława Kruszek Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja Sońka I. Karpowicz

Książka rozpoczyna się spotkaniem głównych bohaterów. W wykształconym człowieku z Warszawy na widok znajomych krajobrazów i postaci przypomina się stara tożsamość. Interesuje się losem prostej starej kobiety, pragnie jej życie przedstawić sztuce literackiej. Podświadomie czuje, że kobieta ma do przekazania coś bardzo cennego i ważnego, życie bohaterki jest bardzo ciekawe i reprezentatywne do wystawienia sztuki.. Oboje czują, że mogą sobie bezgranicznie zaufać, wyczuwając swoje bratnie dusze. Bohaterka całe życie miała silna potrzebę opowiedzenia swojego losu.  Jako młodziutka dziewczyna gwałcona przez ojca, zauroczona Essesmanem Joachimem, jej miłość do niego jest bezwarunkowa. Bohaterka zatraca się w swym uczuciu z którego wywiązuje się ciąża. Informacja ta budzi niepokój i Sońka postanawia zafałszować dane biologiczne ojca wskazując nie Esesmana tylko najbogatszego człowieka we wsi Mniszę , który potajemnie się w niej kocha. Meżczyzna podpisuje się pod tym, iż od dawna pała on gorącym uczuciem do dziewczyny. Mnisza zaprzęga konie rodzina wyjeżdża . Nagle na drodze pojawiają się Niemcy i znajomy kobiecie Joachim, ojciec jej dziecka, który na chwilę widzi syna. Esesman zostaje zraniony i nagle rozpoczyna się strzelanina, w której ojciec Soki ucieka, dziewczynie ginie dziecko, a ona zostaje strasznie pobita i sponiewierana aż do nieprzytomności. Po dramatycznej strzelaninie ojciec dziewczyny wraca i zabiera ja do domu, prosi on córkę o przebaczenie jakich doznała u jego boku. Sońka wybacza ojcu sponiewierania i gwałty. Jako staruszka opowiada o głębokich wspomnieniach i umiera.

Recenzja książki Victora Jestina pt. „Upał”

Na okładce informacja: „krótka powieść o śmierci i miłości”; zgoda co do tego, że krótka, zaledwie 134 strony i jeszcze sporo pustych miejsc na niektórych. Słowo powieść za to raczej użyte na wyrost, bardziej stosowne byłoby opowieść. Śmierć i miłość – tu też można mieć sporo wątpliwości, śmierć jest (chyba), ale czy miłość? To bardziej poszukiwanie przygód, wrażeń, seksu. Najbardziej trafiony jest z pewnością tytuł. Debiutujący francuski autor oddał sugestywnie duszną, wręcz klaustrofobiczną atmosferę nadmorskiego kempingu i to zarówno w znaczeniu pogodowym, jak i emocjonalnym. Żar leje się z nieba, koniec sierpnia, koniec wakacji, piasek parzy w stopy, pot ścieka po plecach. Większość nastolatków odziana w plażowe, skąpe stroje, tylko główny bohater Leonard woli zostać w tiszercie, ma dość wątłe ciało. To on jest tu narratorem, jego oczyma widzimy zdarzenia z dwóch dni. Siedemnastolatek niezbyt dobrze czuje się wśród rówieśników. Większość z nich, on także, spędza dwa tygodnie z rodzicami i rodzeństwem. Wieczorami i nocami próbują wyzwolić się spod ich kontroli; alkohol, jakieś narkotyki, seks. Leo jest trochę z boku. W sumie niewiele możemy o nim powiedzieć. Poznajemy okoliczności śmierci jego rówieśnika Oskara tak, jak przedstawia je Leonard. Jest w tym coś dziwnego, nie do końca wyjaśnionego. Czy zdarzyło się naprawdę? Jakaś tajemnica spowija to wydarzenie obserwowane przez bohatera. Jego reakcja i dalsze postępowanie może budzić zdziwienie. Stąd pojawiające się pytanie, czy to może był efekt wyobraźni Leo? Chłopak czuje się samotny, wyobcowany, zostaje sam ze swoją tajemnicą. Nie bardzo wie, jak ma się zachować, co zrobić. Czasu na podjęcie decyzji nie ma za wiele, pobyt na kempingu dobiega końca. Różowy królik bawiący plażowiczów, który tak irytuje Leo, prowadzi swój zabawowy korowód. Nastolatek myśli: „Jeszcze będziemy uciekać z tego kempingu jak z płonącego mieszkania i tylko różowy królik dalej będzie tańczył”. Czy to refleksja nad katastrofą klimatyczną, czy po prostu obraz wewnętrznych przeżyć bohatera zmagającego się z dręczącą go tajemnicą? „Nie wiedziałem, czego chcę. Wyobrażałem sobie, że podejmuję działanie albo nic nie robię, zawsze z tym samym dziwnym zdumieniem”. Te słowa oddają w jakiś sposób stan wewnętrzny Leo, chłopaka, którego nie poznamy zbyt dobrze, jego sylwetka jest w sumie dość powierzchownie nakreślona. Trudno nawet stwierdzić czy czujemy do niego sympatię, czy też nie. Jak się w końcu zachowa? Co naprawdę zdarzyło się, i czy rzeczywiście zdarzyło, na kempingu we francuskich Landach? Próbowałyśmy szukać odpowiedzi, choć może właściwie na ich szukaniu trzeba tu poprzestać? Uznałyśmy, że jak na debiut dwudziestopięcioletniego Victora Jestina jest to ciekawa książka. Wiesława Kruszek Dyskusyjny Klub Książki przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Relacja – Anna Jantar we wspomnieniach

 Fabuła książki nie zachwyciła klubowiczów. W  utworze pojawiają się opinie ludzi, które czytelniczkom były już dobrze znane. Jest to książka komercyjna, robiąca zyski na nazwisku i popularności. W książce o znanej piosenkarce wiele utworów, które niosą przesłanie i są refleksyjne.