Kategoria: Recenzje

Bursztynowa dziewczyna. Anna Jantar we wspomnieniach

Książka to wspomnienia o Annie Jantar, kompozytorów, twórców muzyki wszystkie opinie są pozytywne. Kobieta to postać bliska, znana i utalentowana. Piosenkarka zachwycała swoim repertuarem, śpiewała pogodne przeboje i liryczne, skłaniające do refleksji. W latach siedemdziesiątych jej niezapomniane przeboje Tyle słońca w całym mieście, Najtrudniejszy pierwszy krok i wiele innych znała cała Polska. Wielokrotnie wspominała że jak wróci ze Stanów Zjednoczonych będzie chciała zmienić swoje życie. W książce są także wzruszające listy, które Anna Jantar napisała do swej matki i córeczki zimą 1980 roku w czasie swego ostatniego pobytu w Stanach Zjednoczonych.Ze wspomnień i listów wyłania się postać wrażliwej, utalentowanej piosenkarki, pięknej kobiety i świetnego kumpla.Anna Jantar zginęła 14 marca 1980 roku, mając zaledwie 29 lat. Narodziła się legenda, która trwa do dziś. Legenda „Bursztynowej Dziewczyny”

Recenzja powieści Zośki Papużanki „Przez”

Bohater powieści Zośki Papużanki wynajmuje mieszkanie, rozstawia sprzęt fotograficzny. Będzie robił zdjęcia swojej żonie mieszkającej naprzeciwko i podglądał tę, którą porzucił bez słowa wyjaśnienia przed pięciu laty. Po co właściwie wraca, chce cofnąć czas, zatrzymać go, coś zrozumieć? Jest zwolennikiem spiralnej koncepcji czasu. Naprawdę trudno jest dociec, o co mu chodzi. Zdjęcia są dla niego rodzajem kontroli. Od początku fotografował żonę, choć ona tego nie chciała, uważała, że „okrada ją zdjęciem”, tym bardziej że robił je najczęściej, gdy tego nie zauważała. „Nie robił awantur, tylko zdjęcia” – jednak wciąż wytykał jej błędy, można powiedzieć, że czyhał na nie, zwracał nieustannie uwagę na jej „czynności niedokończone”. W psychologii takie zaburzenie nazywa się osobowością anankastyczną. Mówiła o tym Zośka Papużanka w rozmowie z Michałem Nogasiem. Konsultowała swą książkę z dwiema psycholożkami. Taką osobę cechuje chęć narzucania innym układów, poza którymi samemu nie potrafi się funkcjonować. Można się zastanawiać, jak żona wytrzymywała w takim małżeństwie. Może było jej po prostu wygodnie, on wiele spraw załatwiał, wyręczał ją często w podejmowaniu decyzji. Bohater budzi jednak w czytelniku złość, współczuje się żonie, ma się wrażenie, że to ona powinna od niego odejść dręczona psychicznie, jak to wynika w świetle jego wspomnień. Historia ich związku jest opowiedziana z perspektywy czasu. Wiele spraw pozostaje niejasnych, sporo tu niedomówień, trzeba je samemu przemyśleć i rozwikłać. Autorka ostrzega czytelnika, że w jej książce „mimo że to już 120. strona, nic się nie dzieje”, no i że „ludzie lubią, gdy wszystko jest wyjaśnione”. My, klubowiczki, raczej nie oczekujemy takich jednoznaczności. Lubimy, gdy możemy snuć domysły, analizować i rozważać to, co „między linijkami tekstu”. Tu zaś miałyśmy jeszcze doskonałą sposobność, by bawić się wieloma świetnymi sformułowaniami językowymi, podziwiać styl autorki i nawiązania literackie. Jest ich sporo, począwszy od Muminków, królewny Śnieżki, Czerwonego Kapturka do Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, Zbigniewa Herberta czy też Henryka Sienkiewicza i jego „Latarnika” w nawiązaniu do obowiązków pana szlabanowego na zamkniętym osiedlu, gdzie toczy się akcja. Zośka Papużanka bawi się słowami, a my razem z nią, czytając o „wszystkomaczach”, „tojużczytałkach” czy „stronoprzerzucaczach”. Użycie w tytule przyimka „przez”, który przecież samodzielnie nic nie znaczy, stwarza dodatkowe możliwości interpretacyjne. Tu może nawiązywać do czasu, do patrzenia przez obiektyw aparatu fotograficznego, może wskazywać na winę ( to przez ciebie). Autorka w swoich sześciu książkach, bo do tej pory tyle wydała, stawia mocny akcent właśnie na język; kładzie też duży nacisk na przedmioty i drobiazgi. W „Przez” pisze: „Życie należy żyć powoli”. Można by powiedzieć, że i czytać też należy powoli, by móc odkrywać piękno słów, szukać ukrytych treści. Dyskutując nad książkami w ramach spotkań klubowych, dajemy sobie taką możliwość, wszak każdy może zobaczyć coś innego w danej lekturze, podzielić się swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami. Często zyskuje się wtedy nowe, dodatkowe, bywa, że inne, spojrzenie na książkę. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki Zyty Oryszyn „Ocalenie Atlantydy”

„Pamięć pokoleń to najlepszy schron przed unicestwieniem”. W powieści Zyty Oryszyn dwukrotnie padają te słowa babki Lodzi skierowane do wnuczki Oli. Mała dziewczynka nie bardzo je rozumie, schron to przecież małe i ciasne miejsce ”cuchnące strachem i śmiercią”. Gdy wojna się kończy, właściwie znów trzeba się ukrywać, może nie w sensie dosłownym, ale lepiej np. zapomnieć, kim się było czy skąd się przyjechało. Splatając losy różnych bohaterów, autorka kieruje nas na tzw. Ziemie Odzyskane, gdzie znaleźli się przesiedleńcy z Kresów. Próbują urządzić się w nowej rzeczywistości, choć nie jest to łatwe. Władza ludowa się umacnia i nie toleruje innych niż oficjalnie obowiązujące przekonań ideologicznych. Dobrze jest zatem ukryć swoją tożsamość, może „kiedyś przyjdzie na nią czas”. Adelajda Zauer musi udawać niepiśmienną chłopkę i zapomnieć, że zna francuski. Różnych absurdów jest w książce sporo. Zdarzenia są opowiedziane z perspektywy dziecka, z naiwnością, ironicznym dystansem i czarnym humorem. Leśny Brzeg, wcześniej Waldenburg, i okolice stają się miejscem, które nowi mieszkańcy mają uznać za swoją ojczyznę, „cudem odzyskane piastowskie, dolnośląskie ziemie”. Dzieciom przychodzi to łatwiej, starsi nie mogą zapomnieć, choć muszą, a nawet powinni, o swoich rodzinnych stronach, które „stały się świętą praruską ziemią”. Piękne i barwnie splecione opowieści o Brylakach (Dwernickich), Kilowskich, Szczęsnych, Sokalskich i wielu innych czyta się, mając w pamięci książki i seriale poświęcone tej tematyce, jak chociażby „1945. Wojna i pokój” Magdaleny Grzebałkowskiej, „Odrzania” Zbigniewa Rokity, serial „Boża podszewka” Izabeli Cywińskiej. W czytelniku budzą się refleksje na temat tamtych niezwykle trudnych, często dramatycznych, zdarzeń. Nie brak ich i w „Ocaleniu Atlantydy”; aresztowania, przesłuchania, samobójstwa, obóz w Łambinowicach. Autorka sięga swoimi opowieściami i dalej, w głąb PRL-u, działalności opozycyjnej, narodzin Solidarności, stanu wojennego, śmierci Grzegorza Przemyka. Losy bohaterów rozciągają się od zakończenia, a nawet jeszcze trwania II wojny światowej, aż do roku 1986. Dzieci dorosły, starsi odeszli, niemieckie nagrobki na cmentarzach zrównano z ziemią, wyburzono kamienice. Coraz rzadziej można trafić na poniemieckie „skarby”. Poeta Przeklęty mówi, że „Atlantydę trzeba ocalić”, on zaś „składa swoje wiersze i zapiski”, traktując je jako „światełka nadziei rozjarzające labirynty strachu i upodlenia”. Powieść Zyty Oryszyn jest takim „światełkiem” pamięci o tym, co minęło, o mocno pogmatwanych losach ludzi, których historia przerzuciła w różne miejsca, a koniec wojny nie był końcem ukrywania się i ucieczki. Pewien chaos, który zdaje się cechować te historie, wydaje się zamierzony, ma odzwierciedlać skomplikowane i dramatyczne, tragiczne, czasem tragikomiczne, życie bohaterów. Piękny język, nawiązania literackie (Baczyński, Hłasko), słownictwo kresowe i propagandowe, kilka wierszy, jeden jest na okładce, wzmacniają przekaz, każą się zamyślić nad nieustannie aktualną kwestią wojny i jej konsekwencjami. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Dodaj do znajomych

Książka pt. „Dodaj do znajomych” przedstawia życie elity polskiej kultury lata powojenne, porusza fakty, których czytelnik nie zna. Autorka wybitnie zdolna i w piękny sposób przekazuje czytelnikom informację dotycząca życia osobistego w świecie plotkarskich wiadomości, była producentką i tworzyła swój program. Kobieta w swoim życiu pełniła różne funkcję wielokrotnie podziwiana, ze wszystkimi żyła w symbiozie co może oznaczać fakt, iż wychowywała się w domu życzliwym, otwartym. Od dziecka prowadziła normalne życie. Książka bardzo pozytywnie odebrana przez czytelniczki, jest ona godna polecenia.

Relacja książki Dodaj do znajomych

„Dodaj do znajomych” to pełna refleksji, ale i dobrego poczucia humoru książka autorstwa Zuzanny Łapickiej, o jej życiu, przemyśleniach i zdarzeniach, autorka posiada lekkie pióro. W swojej książce autorka przywołuje portrety kilkudziesięciu ciekawych i intrygujących postaci, które spotkała i poznała. Ponieważ sama wychowała się w tak zwanych „wyższych sferach”, miała do nich dostęp praktycznie od dziecka. Autorka bez oporów pisze o Agnieszce Osieckiej, Janie Pawle II, Andrzeju Wajdzie, Krystynie Jandzie, Gustawie Holoubku, Elżbiecie Czyżewskiej i Jerzym Skolimowskim, Stanisławie Dygacie i Tadeuszu Konwickim, o emigracyjnym Paryżu z lat 80. i Warszawie. Powraca wspomnieniami do dawnych lat. „Dodaj do znajomych” to książka niezwykle ciekawa, z dobrym dowcipem, uszczypliwością, ironią i dystansem wobec świata. Książka godna polecenie urzekła treścią czytelników.

Recenzja książki „Warto mimo wszystko”

„Warto choć na chwilę rozjaśniać świat – mimo wszystko”. To jedno z ważnych zdań, jakie znajdziemy w tej książce. Wydana w 2006 roku jest obszernym wywiadem Wojciecha Szczawińskiego z wybitną aktorką Anną Dymną. W sześciu rozdziałach, o tytułach przybliżających nieco ich zawartość: „Dziki człowiek”, „Ja się wstydzę”, „Przekroczyłam barierę”, „Przyspieszony kurs życia”, „Życie zatoczyło krąg” i „Miłość jest wszystkim”, poznajemy różne pola działalności Anny Dymnej. Wojciech Szczawiński spotyka się z aktorką m.in. na rynku krakowskim, w kawiarni Teatru Starego czy w podkrakowskich Radwanowicach, w ośrodku dla niepełnosprawnych. Obserwujemy jej zachowanie w stosunku do turystów i przechodniów, którzy ją rozpoznają i reagują z sympatią, choć czasem i dość nachalnie, domagając się wspólnych zdjęć i autografów. Przyglądamy się prowadzonym przez nią zajęciom ze studentami. Widzimy aktorkę wciąż „w biegu”, zajętą rozlicznymi sprawami i zastanawiamy się, jak je godzi. Ona zaś po prostu mówi: „Wymyśliłam sobie sporo zajęć” i dodaje: „Trzeba uruchamiać w sobie dobre siły”. Dzięki jej wypowiedziom mamy okazję przyjrzenia się wielu niełatwym etapom w jej życiu, mówi o nich szczerze, podkreślając, że jest „normalna”, co dla mediów nie jest może zbyt interesujące. Na uwagę zasługują jej wypowiedzi o pracy w teatrze, który jest dla niej „światem zamkniętym i intymnym”, o spotkaniach z niepełnosprawnymi intelektualnie, o pracy w fundacji. Dziennikarz pyta ją też o sławę i popularność, o jej związek z Wiesławem Dymnym, czasem są to trochę prowokujące pytania. Anna Dymna nie unika odpowiedzi. Otwarcie mówi o myleniu przez ludzi dwóch rzeczywistości: realnej i filmowej. Przytacza w związku z tym zabawne, a czasem i dość dramatyczne anegdoty. Niektóre wątki wracają, np. pytania o Dymnego, o fundację. Aktorka bardzo podkreśla charyzmę swego pierwszego męża, akcentując, że to on, na równi z rodzicami, uwrażliwił ją na drugiego człowieka i na miłość. Książka daje możliwość spojrzenia na Annę Dymną nie tylko jako aktorkę teatralną i filmową. Dzięki Wojciechowi Szczawińskiemu zobaczymy osobę bardzo zaangażowaną w bezinteresowną pomoc dla innych, tych najbardziej doświadczonych przez los, poznamy motywację jej działań na rzecz niepełnosprawnych intelektualnie. To ciepła i kojąca lektura, z krakowskim klimatem i atmosferą teatru. Są tu piękne zdjęcia, na których zobaczymy Annę Dymną na różnych etapach jej życia i bliskich jej ludzi. Wiesława Kruszek Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki Marka Bieńczyka „Jabłko Olgi, stopy Dawida”

Olga i Dawid to tylko dwoje z licznych bohaterów esejów Marka Bieńczyka. Jak pisze autor w tekście „Ucieczki w snach”, „w jednym pochodzie przez strony tej książki przechodzą i spotykają się Dawid i bohater literacki, kowboy z westernu, piłkarz i poeta, aktorka i chłopiec, wy i ja”. Lektura nie jest łatwa, wymaga uważności, namysłu, bieżącej refleksji. Pojawia się tu wiele nazwisk i tytułów, nie tylko z dziedziny literatury. Pisze Bieńczyk pięknym językiem i z wielką erudycją o gestach, aktorkach, malarzach, słynnych ucieczkach czy pierwszych książkach. Właśnie ten rozdział poświęcony m.in. wczesnym lekturom wybrałyśmy jako temat do dyskusji, choć niektóre klubowiczki przeczytały całość, inne zaś po spotkaniu, zachęcone opiniami, stwierdziły, że powrócą do książki. „Przeskakując” trochę między różnymi tematami i sprawami, autor próbuje nam uzmysłowić piękno i niepowtarzalność przeżywanych chwil, choć „żadne z dorosłych słów nie odda nigdy tego doznania”, które np. jest udziałem Olgi idącej po łące. Nieuchwytność wrażeń, zachwycające smaki, powrót do lat dzieciństwa dokonują się jednak za pomocą słów i obrazów, mniej u Bieńczyka dźwięków. Jako znawca i tłumacz literatury francuskiej często przywołuje Marcela Prousta i jego dzieło „W poszukiwaniu straconego czasu”. Nawiązując do słynnego cytatu dotyczącego smaku magdalenki zanurzonej w herbacie, warto podkreślić, że autor „Książki twarzy” nie uważa, by czytanie przy jedzeniu było czymś nagannym, pyta, „dlaczego rozdzielać głowę od żołądka”? Oczywiście należy tu zaapelować o ostrożność i rozwagę, zwłaszcza przy książkach z biblioteki. Poświęcony w dużej mierze matce esej „Gruba” dotyczy otyłości i diet na przestrzeni wieków, także terapii odchudzających. Pisarz przyznaje, że jego matka zawsze była gruba, a on przywoził jej książki i słodycze. W jednym z wywiadów przyznał, że „niemal zmuszał matkę do czytania”. Ona zaś czytała i jadła. Wspominając z kolei swoje wczesne lektury, pisze o fascynacji Minkowskim, Bahdajem, Domagalikiem i Niziurskim. Temu ostatniemu i jego „Sposobowi na Alcybiadesa” poświęca najwięcej uwagi. Przyznam, że i ja darzę tę powieść wielkim sentymentem. Różne sytuacje i powiedzenia z niej wzbudziły naszą wesołość. Bo też i humoru jest w esejach Bieńczyka sporo. Dostarcza go np. wymiana listów Jana Jo Rabendy z wieloma osobami, w tym z wydawcami, na temat wznowienia czeskiej książki Eduarda Bassa „Klub jedenastu”. Słowa, gesty, obrazy, „żółta ściana” z „Widoku z Delft” Vermeera, malarstwo Edwarda Hoppera; rzadko używane słowa: gibki, ordynus, dziwoląg, dziwożona – wiele u autora „Melancholii” tematów i spraw, nad którymi warto się zadumać. On sam, w przywołanym już przeze mnie wywiadzie z 2015 roku z „Gazety Wyborczej”, przyznał, że „Jabłko Olgi, stopy Dawida” są „o zaczarowaniu i ucieczce, o takim przeskakiwaniu z jednego na drugie, z jasnej strony na ciemną i z powrotem”. My, klubowiczki, tak sobie właśnie „przeskakiwałyśmy”, zainspirowane pięknymi esejami Marka Bieńczyka, rozmawiając o potędze słów, czytaniu, kontaktach z drugim człowiekiem, przeszłości i teraźniejszości. Przyszłość zaś przed nami i kolejne ciekawe lektury. Książkę autora „Kontenera” bardzo polecamy, warto niespiesznie ją czytać, delektując się słowami. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki pt. „Rewers”

Powieść pt. „Rewers” przenosi czytelnika w lata pięćdziesiąte XXI wieku, czasy PRL. W powieści poznajemy główna bohaterkę Sabinę Jankowską, która pracuje jako redaktorka w wydawnictwie „Nowina”. Panna dobiega już trzydziestki i wciąż jest samotna. Autor przedstawia trzy pokolenia kobiet: córkę, matkę i babcię i to one odgrywają kluczową rolę. Pisarz pokazuje rodzinę, która w trudnych czasach jest dość dobrze usytułowana. Czytelnik poznaje także bohaterów drugoplanowych takich jak brat Sabiny wybitny artysta, maluje piękne obrazy. Jednakże jego zmorą jest zbyt duży apetyt na alkohol, poznajemy przystojnego szefa redaktorki, do którego ona pała uczuciem. W końcu zjawia się adorator idealny. Przystojny, szarmancki, czytający w jej myślach, podczas nocnych igraszek zachodzi w ciążę, mężczyzna chce się żenić . Przedtem jednak prosi, by młoda narzeczona wyświadczyła mu pewną przysługę. Na piśmie. A właściwie, żeby wyświadczała ją raz na tydzień. Sabina na tak podstępny plan adoratora nie zgadza się i postanawia go przechytrzyć. W domu w którym doszło do zbrodni znajduje się babcia jednakże kobieta nic nie widzi. Mężczyzna zostaje otruty i wrzucony do kwasu aby zatuszować zbrodnie. W tym czasie brat Sabiny wraca z grupą wpływowych ludzi, ale płazem kobiecie się udaje zatuszować zbrodnię. Książka przepełniona czarnym humorem, spodobała się czytelniczkom.

Recenzja powieści Colsona Whiteheada „Kolej podziemna”

Recenzja powieści Colsona Whiteheada „Kolej podziemna” „To nie jest powieść historyczna, ale powieść o historii” – tak powiedział w jednym z wywiadów udzielonych podczas wizyty w naszym kraju Colson Whitehead. To dość istotna uwaga, tym bardziej że autor przyznaje, że tak od ok. 80 strony zaczyna „nabierać” czytelnika. Na pewno w pełni realistyczne są zdarzenia na farmie Randallów, czasowo można je umiejscowić ok. roku 1850. Tu silne są emocje i przeżycia czytelnika, co przyznały wszystkie klubowiczki. Obrazy nieludzkiego traktowania czarnoskórych niewolników, losy Cory, jej matki i babki pokrywają się z zapamiętanymi z serialu „Korzenie” czy innych filmów o podobnej tematyce. Przypomniała nam się też powieść „Chata wuja Toma”. W „Kolei podziemnej” Whitehead posłużył się jednak realizmem magicznym, co w dalszej części powieści zmniejsza trochę poziom emocji. Zaczynamy się zastanawiać nad kolejnymi etapami wędrówki Cory przez poszczególne stany. Autor we wspomnianym przeze mnie wywiadzie z 2017 roku mówił o swojej inspiracji „Podróżami Guliwera”- „Każdy stan to alternatywna Ameryka”. Towarzyszy nam na przemian nadzieja i zwątpienie w pomyślne zakończenie ucieczki bohaterki z plantacji Randallów. Jej tropem rusza budzący postrach łowca niewolników Ridgeway, który za wszelką cenę chce odnaleźć Corę i obsługę kolei podziemnej w Georgii. W książce co jakiś czas mamy obwieszczenia o zbiegłych Murzynach i nagrodach za ich doprowadzenie.. Przeciwwagą dla takich ludzi jak Ridgeway jest kolej podziemna, czyli siatka stworzona przez abolicjonistów i różnych ludzi dobrej woli, którzy pomagali potrzebującym przedostać się na Północ. Organizowali im transport i miejsca schronienia. W powieści jest to metaforycznie pokazane jako faktycznie funkcjonująca podziemna kolej z pociągami, stacjami, tunelami pod stodołą czy domem. Jeśli odrzucimy magię, przypomną nam się obrazy związane z II wojną światową, Holokaustem, ukrywaniem Żydów. Tu zwłaszcza pobyt Cory u Ethel i Martina Wellsów i jej kryjówka na strychu jest takim czytelnym przykładem. Także denuncjacja przez ich służącą dopełnia analogii. Autor, wyolbrzymiając zjawiska, zwraca uwagę na problem rasizmu. Pisze o eksperymentach medycznych na czarnoskórych niewolnikach, o ich sterylizacji, o linczach. Porusza sprawę „czarnych komun”, gdzie trafia bohaterka w swoim kolejnym przystanku w drodze ku wolności. Mottem założyciela farmy przygarniającej uciekinierów, Johna Valentine’a, jest: „Zostań i przysłuż się”. Czy Corze uda się przedostać na Północ? Czy patrolowcy, zwani też regulatorami, doprowadzą ją z powrotem na plantację Randallów? Jakie będą jej losy? Warto o tym przeczytać w nagrodzonej powieści Colsona Whiteheada. Trzeba liczyć się z dość przygnębiającym obrazem, choć nie ma tu raczej martyrologicznego czy rzewnego tonu. Mało tu przeżyć i emocji bohaterów, to bardziej relacjonowanie kolejnych zdarzeń prostym językiem i krótkimi zdaniami. Po przeczytaniu można obejrzeć serial nakręcony na podstawie powieści. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Gang różowych kapeluszy

Autorka w swojej książce maluje portrety czterech niezwykłych kobiet. Tytułowy gang różowych kapeluszy tworzą: Maria, Serafina, Barbara i Olga, które mimo wieku nie wahają się korzystać z życia. Kobiety te łączy wzajemna przyjaźń wiek i są one wobec siebie lojalne. Każda ma inne pragnienia, lecz różnią się od tych sprzed kilkunastu lat. Pomimo każdej nowej zmarszczki żadna z bohaterek nie wyzbywa się więc potrzeby czułości, akceptacji i miłości. Kobiety te chcą czuć się potrzebne. Powieść kończy i zaczyna się pogrzebem o którym, któremu autorka także poświęca dużą część uwagi. W fabule poznajemy Marię drugą zonę Gucia, szczęśliwa w małżeństwie z kryształowym, kochającym i prawdomównym Guciem. Z czasem okazuje się, że miał swoje tajemnice, ale mimo Krystyny żony Gucia wszystko się dla Marii dobrze kończy. Kolejna z bohaterek to Olga to burzliwa postać, piękna ale prowadząca rozwiązły tryb życia. Nie odmawia kieliszka, opada w alkoholizm. Bohaterka ma wielu kochanków, prowadzi hulaszczy tryb życia. Kiedy poznaje Konrada i staje się on dla niej oparciem, przyjacielem rozumie, e już czas odejść na emeryturę jako kochanka. Odnajduje sens życia i bycie sobą, nie myśli już więc o igraszkach, które potem swoje zwieńczenie maja w łóżku, lecz o dobrym początku nowej przyszłości. Trzecia przedstawiona bohaterka to Barbara mieszka z rodziną, ciągle zapracowana. Uziemiona przez ból w kręgosłupie broni się przed wyjazdem do sanatorium, nie wyobraża sobie że rodzina poradzi sobie bez niej. Serafina z kolei poukładana, w domu wszystko na swoim miejscu najlepiej czuje się sama, ale przyjmuje pod dach siostrzenicę, znosi ją cierpliwie. Zna się na ziołach leczniczych, mieszka z kotem. Po wyprowadzce siostrzenicy, kiedy wszystko wraca na swoje miejsce, umiera na zapalenie płuc. Gang różowych kapeluszy to ciepła, pełna humoru i optymizmu opowieść o jesieni życia, która mieni się tysiącem kolorów.