Kategoria: Recenzje

Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej

Międzywojnie w Polsce przedstawia skomplikowany obraz wielkości i małości, chwały i nędzy II RP. W swojej książce Afery i skandale Drugiej Rzeczypospolitej Sławomir Koper ogranicza się do samych tylko ciemnych spraw dwudziestolecia. Autor przedstawia międzywojenną Polskę wyłącznie od strony morderstw politycznych, afer gospodarczych i skandali obyczajowych, ograniczania wolności i nasilania się tendencji autorytarnych. Koper opisuje m.in. zamach na prezydenta Narutowicza, samobójstwo Walerego Sławka i zaginięcie generała Zagórskiego. Pisze także o sensacjach takich jak drugie małżeństwo prezydenta Mościckiego, kampanie literackie i społeczne Boya-Żeleńskiego czy słynna sprawa Gorgonowej. Paradoks polega jednak na tym, że Afery i skandale ukazały się jako kolejny tom w poczytnej serii Bellony poświęconej właśnie polskiemu dwudziestoleciu i ewidentnie odwołującej się do żywej wciąż legendy II RP. Autor i wydawca zdają sobie sprawę z tego, że jeśli czytelnik sięgnie po książkę ukazującą międzywojnie w niekorzystnym świetle, to i tak nie po to, aby nabrać doń krytycznego dystansu, lecz raczej by nadal karmić własne sentymenty wobec dawnych pięknych czasów. Koper odwołując się do nieprzezwyciężonej słabości rodaków do Polski dwudziestolecia mierzy zatem w listę bestsellerów. Kreślony piórem Kopra wizerunek Drugiej Rzeczypospolitej, oglądanej przez pryzmat Brześcia i Berezy, robi wrażenie chwilami groźne, a chwilami operetkowe. Dawni pepeesowscy towarzysze i legionowi podkomendni Piłsudskiego bezpardonowo bronią własnego stanu posiadania, łamiąc kręgosłupy sądom i sejmom, tak jakby to ich dewizą było: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Z kolei opozycja z prawa i lewa pozostaje bezsilna, sparaliżowana przez urastającą do półboskich rozmiarów postać Marszałka. Obezwładnia ją też nieziszczalne marzenie o rządach wcale nie bardziej demokratycznych niż sanacyjne, ale wykorzystywanych do zaprowadzenia własnych porządków. Wszystkie stronnictwa polityczne łączy zaś brutalny język propagandy i skłonność do akceptowania przemocy, jeśli tylko stosują ją ich zwolennicy, a nie rywale. Niektóre tematy, jak choćby problem antysemityzmu na polskich uczelniach, czy umieszczenie Zofii Stryjeńskiej w zakładzie psychiatrycznym, zostały w książce pominięte. Raz po raz wracają za to sceny z udziałem, jak ich nazywa autor, „bandytów w mundurach”, czyli oficerów występujących w roli bezkarnych „nieznanych sprawców” pobić i uprowadzeń. Pozbawiony głębszego przygotowania czytelnik masowy, do którego adresowane są Afery i skandale, po lekturze może zapytać, czy jest tu właściwie czego żałować. I za odpowiedź na to dramatyczne pytanie raczej nie starczy mu fakt, że tytułowe skandale i afery miały wtedy swój smak właśnie dzięki temu, że działy się w epoce, kiedy nie umiano obywać się bez wzniosłych dekoracji, mimo że skrywała się za nimi ponadczasowa arcyludzka marność. Sławomir Koper zatem nie pomaga nam zmierzyć się z zagadką popularności II RP, ale też jego książka nie ma ambicji być czymś więcej niż tylko czytadłem historycznym. I to zadanie spełnia przyzwoicie. Całość została napisana lekkim, codziennym językiem, w sposób na tyle przejrzysty, by trafić do szerokiej, pod względem wieku, grupy odbiorców. Oprawa dla treści jest dosyć solidnie wykonana. W książce znajduje się sporo ilustracji, a podział na rozdziały sprzyja przejrzystości przedstawionych w niej historii. Jednak w dziele Sławomira Kopra nie ma nic, czego nie wiedziałby człowiek żywo interesujący się historią i polityką. Niniejsze dzieło jest tylko krótkim przeglądem kart, także tych ciemnych, z dziejów Drugiej Rzeczpospolitej.

Recenzja książki „Testamenty” Margaret Atwood

Kanadyjska pisarka Margaret Atwood napisała “Opowieść Podręcznej” w 1985 roku, po ponad 30 latach wróciła do świata tam pokazanego powieścią “Testamenty”. Przyznała, że długo wzbraniała się przed kontynuacją, ale w końcu uległa namowom, bo, jak powiedziała: “zaczęliśmy zbliżać się do Gileadu, zamiast się od niego oddalać”. By wniknąć w świat stworzony w wyobraźni Atwood, przeczytałam najpierw “Opowieść Poręcznej”, gdzie bohaterka, Podręczna w domu Komendanta Freda, opowiada o świecie stworzonym przez Synów Jakuba, w którym kobieta sprowadzona została do roli służącej i reproduktorki. W “Testamentach” pisarka przybliża Republikę Gileadu, opowiada o jej początkach, metodach działania Komendantów i Ciotek, którym to łaskawie pozwolono, po uprzednim “procesie zmiękczania oporu”, na współpracę. Jedną z nich jest Ciotka Lidia działająca na dwa fronty – cieszy się zaufaniem Komendanta Judda i tajnie działa na rzecz Mayday, organizacji pomagającej kobietom. To jej relacje zapisane jako “holografy z Ardua Hall” pozwalają poznać ten przerażający świat, jego filozofię i strukturę opartą na wybranych, wygodnych dla Komendantów, fragmentach Starego Testamentu. Ciotka Lidia w tajemnicy prowadzi swoje zapiski i chowa je w książce kardynała Newmana. Wierzy, że może kiedyś ktoś je znajdzie i zapozna się z nimi, stąd jej zwroty do czytelnika” “Kim jesteś mój czytelniku? I kiedy jesteś?” Obok relacji Ciotki Lidii są w powieści zapisy świadków: 369 A i 369 B. Pierwszym z nich jest Agnes Jemima, dziewczynka, która dorasta w Giliadzie, drugim Daisy mieszkająca w Kanadzie. Trzeba uważnie śledzić te relacje, bo ich tożsamość zmienia się, przybierają nowe imiona, okazują się kimś innym niż myślały. Taki sposób prowadzenia narracji wymaga, jak już wspomniałam, uważności, ale szybko można przyzwyczaić się do niego i w kolejnych rozdziałach zagłębiać się w świat, który mógłby być sennym koszmarem, gdyby nie to, że niestety zwraca uwagę na to, jak wdrażając odpowiednie mechanizmy kontrolne, można ograniczyć wolność jednostki i całkowicie podporządkować ją systemowi władzy. O powodach politycznej długowieczności bardzo ciekawie pisze Ciotka Lidia, ona wie, że reżim jej potrzebuje, że ma na Komendantów “haki” i oni o tym wiedzą, wreszcie, są pewni jej dyskrecji. Cytując sobie myśli tej bohaterki, popijając miętową herbatę, podawaną obok ciepłego mleka w Schlafly Cafe w Ardua Hall, dyskutowaliśmy w naszym klubowym gronie, jak Margaret Atwood wiarygodnie i realistyczne odtworzyła wizję republiki usytuowanej gdzieś na terenach Stanów Zjednoczonych. Podziwialiśmy kunszt tłumacza, stworzenie słów typu: Modliwil, porodomobil, Ekonoludzie. Naszą grozę budziły opisy Ceremonii, Wybawiania czy Zbiornika Wdzięczności. Interesujące, zarówno w “Opowieści Podręcznej” jak i w “Testamentach”, są dodane na końcu powieści zapiski historyczne, odpowiednio z 2195 i z 2197 roku. To 12., a w “Testamentach” 13. Sympozjum Badań nad Gileadem. Można się z nich dowiedzieć o ostatecznym upadku tego koszmarnego państwa, gdzie nie trzeba było się zastanawiać, kogo widzimy na ulicy – czerwony strój i białe “skrzydła” na głowie – wiadomo Podręczna, brązowy – Ciotka, szary – Marta, niebieski – Żona Komendanta i tak dalej. Tylko mężczyźni, ci wyżej postawieni, w dobrze skrojonych garniturach, Strażnicy i Oczy w stosownych mundurach i z bronią, by pilnować porządku i miejsca, które każdy miał przypisane. Polecam obie powieści Atwood i świetny serial nakręcony na ich motywach, są to już cztery sezony, a w przygotowaniu kolejny. Tam świat Gileadu zobaczymy w całym jego koszmarze i “barwach”. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki „Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej”” – Piotra Milewskiego

Recenzja książki Piotra Milewskiego „Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej” Z dużymi oczekiwaniami siadłam do lektury książki Piotra Milewskiego o podróży koleją transsyberyjską. Liczyłam na czytelnicze współuczestnictwo w tej wyprawie, zachęcona takimi doznaniami podczas niedawnego „podróżowania” z norweskim pisarzem Torbjornem Faerovikiem i jego książką „Orient Express. Świat z okien najsłynniejszego pociągu”. Okazało się, że moje, a i innych klubowiczów także, nastawienie na przeżycie wraz z autorem emocjonujących wrażeń rozminęło się z rzeczywistością. Już „zerowy kilometr”, gdzie opisuje swoje fascynacje koleją i drogę do większego zainteresowania tą tematyką za sprawą m.in. kolegi Grzegorza wydał nam się mało wiarygodny i stworzony wyłącznie na potrzeby książki. Uznaliśmy zgodnie, no prawie, o tym za chwilę, że autor dość powierzchownie potraktował temat. Odnieśliśmy nawet wrażenie, że zamiast podróży koleją mamy tu spacery po kolejnych miastach, w których zatrzymuje się transsib. Milewski chodzi po miastach, coś tam ogląda, przytacza dokładnie napisy na pomnikach, domach, wylicza jedno pod drugim rzeczy, które można kupić na bazarze w Moskwie. Wydaje się to chyba zabiegiem mającym zwiększyć liczbę stron. Oglądane miejsca są niekiedy tylko wspomniane, urywa się wątek tam, gdzie oczekiwałoby się kontynuacji, np. przy zwiedzaniu Carskiego Sioła autor pokonuje trudności z dostaniem się tam i… zostawia nas przed wejściem. Podróże to obok miejsc ludzie spotykani na szlaku, autor zamieszcza rozmowy z niektórymi z nich, i tu też niestety rozczarowanie. To często mało ciekawe i dość oczywiste rozważania na temat trudności życiowych i perspektyw rozwoju.Napisałam, że prawie wszyscy klubowicze byli rozczarowani książką. Jedyną, która miała inne zdanie, była pani Ania. To ona uczestniczyła kiedyś w spotkaniu z Piotrem Milewskim i zrobił on na niej bardzo korzystne wrażenie. Jego spokojne usposobienie odnalazła w tej i innych przeczytanych przez nią jego książkach. Chwaliła takie właśnie niespieszne tempo narracji, rozglądanie się wokół, bez nadmiernej ekscytacji, koncentracja na wybranych obiektach. Trudno nam było się z tym zgodzić, choć w jednym przyznaliśmy pani Ani rację – podobały nam się niektóre wstawki historyczne, głównie te dotyczące urzędnika odpowiedzialnego za budowę kolei Siergieja Juliewicza Witte. Te fragmenty uznaliśmy za najciekawsze, bo i postać faktycznie jest warta bliższego poznania. Pochyliliśmy się jeszcze trochę nad dwiema wkładkami z kolorowymi zdjęciami z podróży i tu niestety znów narzekaliśmy, bo nie znajdowaliśmy w nich często piękna odwiedzanych i mijanych z okien pociągu miejsc. Niektóre wydawały się dość przypadkowo zamieszczone i niezbyt trafnie dobrane, np. zdjęcie małpki czy fragmentu ściany wagonu, gdzie znajduje się palarnia. Nie przypadł nam do gustu styl i język; autor próbuje wplatać w tok swojej narracji porównania i metafory nie bardzo współbrzmiące z całością przekazu, rażą czasem sformułowania typu „mieszanka mokrego kurzu i słodkiego kwiecia” czy „obłoki sunęły po niebie jak wielkie tłuste gęsi”. Było nam nieco żal, że nie znaleźliśmy w tej książce klimatu podróży przez Rosję, bezkresu obszarów, różnych stref czasowych, zabrakło nam emocji autora, nie poczuliśmy tej jego fascynacji i spełnienia dziecięcych marzeń. Może jednak powinniśmy, idąc za radą pani Ani, dać jeszcze szansę Milewskiemu i sięgnąć po jego inne książki. Wiesława Kruszek z Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

„Nie oddam dzieci”

Powieść „Nie oddam dzieci” chwyta za serce, książka trzyma w  napięciu od pierwszych stron, przedstawia ona losy rodziny Sokołowskich i znanego i szanowanego chirurga Michała, który pod wpływem ciągłego biegu w pracy gubi sens swojego życia, po tragicznym finale popada w depresję i niemoc, którą leczy upojeniem alkoholowym, co wywołuje szereg kolejnych nieszczęść w życiu rodziny. Po tym czasie pełnym bólu, mężczyzna stawia czoła przeciwnością losu, które go tak dotkliwie sięgnęło i podejmuje walkę o utrzymanie rodziny. Książka Katarzyny Michalak dla naszych czytelników jest jedna z najlepszych literackich przedsięwzięć autorki. Długo budziła ona emocje, które podczas spotkania mogły się wydobyć na światło dzienne. Klubowiczom spodobała się fabuła, choć nie jedna czytając powieść w myślach wyzywała chirurga i nie mogła doczekać się jego przebudzenia i ucieczki z pracoholizmu, a później alkoholizmu, które doprowadziły do tak wielu nieszczęść rodziny. |Podsumowując,  powieść jest dla  klubowiczów nich fenomenalna, godna polecenia.

„Nie oddam dzieci”

Książka Katarzyny Michalak pt. „Nie oddam dzieci” przedstawia losy rodziny Sokołowskich, przybliża nam człowieka, a inaczej znanego pracoholika, który pochłania się w zupełności swej pracy i nie odnajduje czasu dla rodziny. Można byłoby pomyśleć, że to zwyczajna rodzina w dzisiejszych czasach, jednakże Michał Sokołowski zawsze zapracowany, zbyt mało poświęca czasu i serca swej zonie i dzieciom. Mężczyzna niejednokrotnie łamie przysięgi złożone swoim najbliższym, gdyż kariera i sława jest dla chirurga priorytetem najważniejszym. Człowiek ten ciężko pracuje dla dobra rodziny, sądząc iż całą opiekę powinna ponieść jego małżonka matka dzieci. Nagły ,straszny wypadek diametralnie zmienia postać rzeczy. Młody chirurg po nagłej i przerażającej wiadomości telefonicznej, popada w depresję, brzydzi się swoim postępowaniem, ma wyrzuty sumienia i nieustające poczucie winy. Ten niewyobrażalny ból przeszywa jego serce w ciągu kilku sekund jego życie radykalnie się zmienia. Śmierć jego najbliższych: żony i trzyletniego synka Antosia wywołuje w nim jęk i łzy i nieodgadnione poczucie krzywdy, winy i strachu. Czy mężczyzna mógł przewidzieć sytuację?, kłębią się w jego głowie nieustające myśli?…, zbyt późno, aby cofnąć czas… Sokołowski popada w stan upojenia alkoholowego, aby zapomnieć o wszystkim. Ten młody mężczyzna zapomina, że w jego życiu, są jeszcze jego pozostałe dzieci, które właśnie teraz potrzebują jego wsparcia najbardziej. W tym momencie w życiu rodziny pojawia się ktoś życzliwy, ktoś kto za wszelką cenę chce odebrać pozostałe dzieci. Czy ,mu się to uda?. Po pewnym czasie Michał budzi się ze zbyt długiego snu w jakim dominował gniew, żal, smutek i na nowo pragnie zadbać o swoich najbliższych. Za wszelką cenę dąży do utrzymania swoich dzieci, przy sobie zmienia się, aby udowodnić przed sobą samym że jest w stanie udźwignąć wychowywanie swych dzieci i bierze na swoje barki ten obowiązek. W tym momencie  słynny chirurg odnajduje drugą szansę swego życia i za wszelką cenę dąży do złączenia swej rodziny i odbudowania relacji.

Recenzja książki „Wyhoduj sobie wolność”

Recenzja książki Marii Hawranek i Szymona Opryszka „Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju” Autorzy „Wyhoduj sobie wolność” pojechali do Urugwaju, by, jak piszą, „ zajarać dżointa”, a potem narodził się pomysł na książkę. W pisaniu wspomagała ich yerba mate, którą Urugwajczycy piją litrami, termos i tykwa z bombillą to ich nieodłączny atrybut. My na spotkaniu raczyliśmy się zwykłą herbatą i kawą, które nie mają tak wspaniałych właściwości jak napój z dalekiego kraju. Zgodnie przyznaliśmy, że nasza wiedza o Urugwaju nie wykraczała dotąd poza znajomość położenia tego miejsca. Zatem dzięki lekturze dwudziestu dwóch tekstów mogliśmy poznać trochę ten kraj. Pan Ryszard od razu wskazał na reportaże związane z piłką nożną, fascynacja futbolem jest tam powszechna; „garra charrua” (wojowniczy duch) jest w narodzie, nawet gdy trzeba pogodzić się z porażką. Inni klubowicze, mniej może zainteresowani „świątynią kulistego boga”, mówili o ciekawych tekstach dotyczących laickości państwa, zalegalizowaniu uprawy marihuany, związków partnerskich, adopcji dzieci przez pary jednopłciowe czy przyjmowaniu uchodźców. Urugwaj, liczący zaledwie trzy i pół miliona mieszkańców, wydaje się krajem, gdzie wolność i tolerancja są najważniejsze. Nie zawsze jednak wszystko wygląda tak wspaniale. Są nierówności społeczne, pani Janka zwróciła uwagę na reportaż o ludziach utrzymujących się ze zbierania śmieci. Autorzy rozmawiają z Rosą, która marzy, by jej dzieci nie musiały „pracować w śmieciach”. Pani Ola z kolei mówiła o reportażu „Nie taki znowu raj”, gdzie poruszono kwestie przyjmowania uchodźców, którzy po pewnym czasie chcieli wyjeżdżać, podglądani wciąż przez Urugwajczyków oczekujących od nich wdzięczności. Przyznała też, że trochę rozczarował ją bardzo krótki tekst „Kraj tłustych krów”, oczekiwałaby tu rozwinięcia tematu. Dla mnie również zastanawiająca jest niewielkich rozmiarów „Błękitna krew”, tekst umieszczony może ze względu na polski akcent. Niektóre z reportażu wydały nam się znów nieco za długie, zbyt nużące, np. ten o ucieczkach z więzienia czy rozpisany na sceny tekst „Wolni od dymu” o procesie z koncernem Philip Morris. Zainteresowało nas „Dziesięć zasad Lucii”, żony prezydenta Jose Mujici. To reportaż o nim właśnie otwiera książkę i kończy się pytaniem, czy uda się, po kilku nieudanych próbach, przeprowadzić z nim wywiad. Udało się! Ostatni tekst to ciekawa rozmowa z Pepe, z której warto może przytoczyć takie zdanie: „Dla mnie wolność oznacza wolny wybór drogi, która może doprowadzić nas do większego poczucia szczęścia”. Przyznaliśmy zgodnie, że Urugwaj to ciekawy kraj, zaś Maria Hawranek i Szymon Opryszek chcieli nam go pokazać z różnych stron, odbyli wiele rozmów, odwiedzili swych bohaterów w domach, miejscach pracy, kawiarniach; wysłuchali powierzonych im historii, wsłuchali się w relacje, zanotowali ważne myśli, zacytowali słowa poematów i piosenek. Jednak zabrakło nam w tym zbiorze reportaży pokazujących atrakcje turystyczne tego kraju, opisany przylądek Cabo Polonio raczej nie zachęca do odwiedzenia go, podobnie Montevideo, Melo czy miasteczko Durazno , czyli Brzoskwinia. Może taki był zamysł autorów. Chcieli, by czytelnik zobaczył ich oczyma kraj, gdzie można „wyhodować sobie wolność”. Jak rozumieć ten tytuł? Zachęcamy do lektury! Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradz

Recenzja książki „Laska nebeska”

Dla Mariusza Szczygła literatura czeska to jego „laska nebeska”. Znany czechofil kolejny raz proponuje czeskie klimaty w zbiorze felietonów inspirowanych literaturą naszych południowych sąsiadów. Wśród siedemnastu utworów nie mogło oczywiście zabraknąć „Przygód dobrego wojaka Szwejka”, „Śmierci pięknych saren”, „Obsługiwałem angielskiego króla” czy „Pociągów pod specjalnym nadzorem”. Znalazły się jednak i te mniej znane: „Batalion czołgów”, „Krakatit”, „Palacz zwłok”, „Lemoniadowy Joe”. Oprócz felietonów związanych z czeskimi książkami, które są „improwizacją na ich temat”, w zbiorze znalazły się też inne teksty; zadaniem ich wszystkich jest, jak pisze we wstępie autor, „wprowadzić nas w dobry nastrój”. Ten zaś dodatkowo jest spotęgowany zdjęciami Frantiska Dostala. Zamysł Szczygła, przynajmniej w odniesieniu do nas, klubowiczów, powiódł się w pełni. Dobrze bawiliśmy się nie tylko przy czytaniu, ale i dyskutowaniu. Niektórzy z nas przywołali swoje doświadczenia związane z pobytami w Czechach, Słowacji czy wcześniejszej Czechosłowacji. Zgodziliśmy się z tezami autora o tym, że nasi sąsiedzi są pogodniejsi niż my, mają do siebie większy dystans, a ich literatura pokazuje „naród czeski z niezbyt chlubnej strony”. Jej bohaterami są często zwykli, prości ludzie i, jak to bywa zwłaszcza u Hrabala, „towarzystwo pijących piwo”, ludzie zajęci swoim wewnętrznym monologiem. Z kolei dewizą Szwejka jest „przeżyć za każdą cenę”, w „Obsługiwałem angielskiego króla” wyrazi się to zaś złotą zasadą przetrwania: „Nic nie widziałeś, nic nie słyszałeś” i „Wszystko widziałeś i wszystko słyszałeś”. Pisze nam też Szczygieł o „szwejkowaniu”, którym określa się groteskowe sytuacje czy idiotyczne zachowania; podaje swoją złotą siódemkę literatury wychodkowej (głośny śmiech gwarantowany), przytacza przykłady dwóch różnych tłumaczeń niektórych fragmentów „Kapryśnego lata”, co jest bardzo ciekawym i pouczającym doświadczeniem dla czytelnika. Przyznaje się do swej niechęci przebywania w zadymionych, hałaśliwych, piwnych barach, co skutkowało niemożnością przeprowadzenia wywiadu ze znanym opozycjonistą i literatem Ivanem Martinem Jirousem. Wyjaśnia, dlaczego nie udało mu się porozmawiać z siostrzenicą Kafki. Pora teraz, by odnieść się jeszcze do ostatniego tekstu, a właściwie dwóch, poświęconych postaci czeskiego geniusza Jary Cimrmana – to m.in. wybitny wynalazca, dramatopisarz, kompozytor, a nawet pionier Internetu. Znają i podziwiają go wszyscy Czesi, ma swoje wystawy, w teatrze grane są jego sztuki,” przyczynił się” w pewien sposób do powstania „Trzech sióstr” Czechowa. Wszystko pięknie, tylko… Jara Cimrman nigdy nie istniał, został wymyślony. Istnieje jednak w głowach Czechów, dla których uwielbienie dla niego to wg autora „Laski nebeskiej” jakaś „forma patriotyzmu”. Warto jeszcze zwrócić uwagę na wspomniane już na początku czarno – białe zdjęcia Frantiska Dostala, jest na nich uchwycony „zwyczajny dzień w tym bajkowym mieście, który ma więcej czaru niż piękny sen”. Te słowa z piosenki Vlasty Pruchowej określają wg Szczygła ich klimat, zwyczajność sąsiaduje tu z nieoczekiwanymi zestawieniami dostarczającymi radości. Ich autor, cytowany w książce, uważa, że „bez śmiechu nie ma życia (…) jest naszym oparciem i daje nam przewagę nad głupotą”. My, klubowicze, podpisujemy się pod tym. Pozostajemy też nieustająco pod wrażeniem czytelnictwa u Czechów, mają pierwsze miejsce w Europie, 80 % społeczeństwa czyta! A jak jest u nas?! Apelujemy zatem i zachęcamy: Czytajmy! Można zacząć od „Laski nebeskiej”. Wiesława Kruszek z Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Bańki mydlane – E.Świętek

Książka ta opowiada historie nastoletniej dziewczyny, której życie w krótkim czasie staje się horrorem, ponieważ niepomyślna diagnoza lekarska całkowicie zmienia jej życiowe plany. Nagle jej życie zostaje oparte o ciągłe badania, biopsje, operacje i chemioterapię. Fakt ten sprawia, że ciężko jej odnaleźć się w nowej sytuacji. Większość znajomych powoli zaczyna się od niej odwracać. Pozostaje przy niej najbliższa rodzina, chłopak i przyjaciółka. Tylko dzięki najbliższym znajduje w sobie siłę i nie poddaje się. Podkreślić jednak należy, że choroba sprawia, że na wszystko zaczyna patrzeć całkowicie inaczej i musi podejmować ważne decyzję, które nie są łatwe. Bohaterka znalazła się w strasznej i okrutnej rzeczywistości. Mimo wszystko stara się realizować swoje plany i urzeczywistniać pomysły. Podsumowując, należy stwierdzić, że jest to krótka, ale bardzo wartościowa książka. Jest to powieść, którą można polecić przede wszystkim młodszej grupie czytelników, a szczególnie osobom chorym, które również znalazły się w podobnej sytuacji. Ogólnie stwierdzić można, że jest to smutna książka, poruszająca temat chorób nowotworowych, odchodzenia oraz umierania.

Bańki mydlane- E. Świętek

Książkę „Bańki mydlane” Edyty Świętek można polecić czytelnikom z uwagi na przedstawiane wątki, które są delikatne i mają wartościową wymowę. Większość książek tej autorki opowiada poruszające historie obyczajowe, lecz również historie z wątkiem kryminalnym i rodzinnym. Należy podkreślić, że jest to wyjątkowa autorka, ponieważ swoje wynagrodzenie z tytułu sprzedaży tej książki przekazała na rzecz Hospicjum Św. Łazarza w Krakowie.

Recenzja -„Leśna polana”

Książkę „Leśna Polana” można polecić z uwagi na ciekawą fabułę oraz ze względu na fakt, że autorką tej powieści jest Michalak Katarzyna, która należy do najpopularniejszych pisarzy ubiegłego roku. W zestawieniu tym wyprzedziła między innymi Stephena Kinga i Paulo Coelho. Większość jej książek opowiada poruszające historie obyczajowe, lecz również doskonale odnajduje się w literaturze sensacyjnej i fantasy.