Kategoria: Recenzje

Recenzja książki „Łódź. Miasto po przejściach”

Książka Wojciecha Góreckiego „Łódź przeżyła katharsis” została wydana w 1998 roku, zawierała teksty pisane i publikowane w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX w. We wznowieniu będącym, jak to określa autor we wstępie, „książką eksperymentem” dodano do nich reportaże Bartosza Józefiaka (młodszego od Góreckiego o 17 lat), uzupełniono niektóre o post scriptum, wreszcie znalazły się i teksty napisane wspólnie przez obu panów. Powstała książka przyciągająca różową okładką ze zdjęciem bałuckiej kamienicy. W środku już tak różowo nie jest. W starszych reportażach przeważa tematyka związana z nędzą i bezrobociem, z fatalnymi statystykami dotyczącymi zdrowia łodzian, są sylwetki zapomnianych łódzkich polityków i biznesmenów. Zgodnie przyznaliśmy, że po latach te teksty nieco się zestarzały i śledzenie różnych politycznych układanek może być nużące. Dopiski też są często enigmatyczne i niewiele mówiące. Zdecydowanie lepiej wypadają reportaże z drugiej dekady XXI wieku, choć tej teraźniejszości przydałoby się więcej. Tu dominuje temat rewitalizacji, walki z właścicielami kamienic, katastrof budowlanych, trudnych ludzkich losów. Pojedyncze historie ludzi są chyba podane w nadmiarze i obliczone, jak zauważyła pani Ola, na wzbudzenie współczucia, choć problem jest tu bardziej złożony, bo często sami zainteresowani nie chcą pracować, niszczą zajmowane mieszkania i przyjmują postawę roszczeniową. To także pokazują autorzy i wydaje się, że można by poprzestać na pojedynczych przykładach. Książka jest podzielona na dziewięć części, każda ma tytuł i reportaże w jej obrębie zdają się być tematycznie powiązane, choć generalnie ma się wrażenie pewnego chaosu i „wrzucania” do zbioru trochę zbędnych tekstów, np. o Józefie Onoszko, „oryginalnym” kandydacie na prezydenta, dawno przebrzmiałej miłosnej historii córki Kerna czy Janusza Baranowskiego i Westy. Chyba można było dokonać „większych cięć”, takie jest nasze, klubowiczów, zgodne odczucie. Czytałoby się wtedy z większym zainteresowaniem, bo tak to trzeba robić dłuższe przerwy, „pić herbatę, pogryzać ciasto”(„Dom dzienny, dom nocny”), bo przez niektóre teksty naprawdę trudno się przedrzeć. Najbardziej zainteresowała nas historia Michaela Christiana von W. znanego potem Michała Wiśniewskiego, to barwna opowieść pokazująca, jaką magię mógł roztaczać w latach dziewięćdziesiątych ktoś „wyglądający na artystę”, przyjeżdżający z zagranicy, mówiący w obcym języku. Bardzo ciekawa jest rozmowa z Arnoldem Mostowiczem „Przywróćmy pamięć o zamordowanym narodzie żydowskim”. Zwraca uwagę końcowa „Stajnia jednorożców” prezentująca jeden dzień z Hanną Zdanowską, panią prezydent Łodzi, choć może wypadło to nieco „laurkowo”. Łódź to miasto bliskie nam z racji położenia, uczestniczenia czasem w życiu kulturalnym – wyjazdach do kin, teatrów, na wycieczki czy wystawy, a i zwyczajnie po zakupy. Niektórzy z klubowiczów tam studiowali, inni pracowali. To miasto znane z wielu inicjatyw kulturalnych. Szkoda, że autorzy nie skupili się bardziej na tym, w gruncie rzeczy pozostając trochę w nurcie stereotypów wyrażonych dosadnie w wypowiedzi Bogusława Lindy, że „Łódź to miasto meneli”. A przecież, jak napisał Bartosz Józefiak we wstępie: „W Łodzi dzieje się dokładnie to samo, co w każdym innym polskim mieście”. Książka duetu reporterskiego zawiązanego chyba tylko na potrzeby tego zbioru (Wojciech Górecki nie mieszka już w Łodzi i zajmuje się Kaukazem i Azją Centralną) jest warta przeczytania, ale trzeba nastawić się na mniej zajmujące teksty i rozciągnąć sobie lekturę w czasie. Potem zaś najlepiej pojechać do tego miasta i pospacerować po ulicy Piotrkowskiej, zajrzeć na tyły niektórych kamienic kryjących czasem interesujące niespodzianki architektoniczne, przysiąść na ławeczce obok Tuwima czy na kuferku Reymonta. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja eseju Olgi Tokarczuk „Palec w soli, czyli krótka historia mojego czytania” z tomu „Czuły narrator”

„Czuły narrator” to pierwsza książka Olgi Tokarczuk wydana po otrzymaniu Literackiej Nagrody Nobla. Zawiera dwanaście tekstów, w tym słynną mowę noblowską, od której zbiór wziął tytuł. Nas, klubowiczów, szczególnie zainteresował esej pochodzący z sympozjum Uniwersytetu Rzeszowskiego pt. „Światy Olgi Tokarczuk” z 2012 roku. Przedstawia on krótką historię czytania przyszłej noblistki. Autorka zaczyna od próby wyjaśnienia „cudu czytania”, choć zaznacza, że nawet psychologowie nie potrafią sobie z tym poradzić. Zastanowiło nas, że owocnie czytać mogą tylko osoby zdrowe psychicznie. Jednocześnie uświadomiliśmy sobie, że faktycznie trudno jest czytać ze zrozumieniem, gdy dopadają nas stres czy chandra. Autorka podkreśla, że literatura daje nam możliwość uczestniczenia w zabawie, życia życiem innych ludzi, kreowania alternatywnych światów. Daje się zauważyć tendencja czytelników do poszukiwania prawdy, stąd wziął się pewnie ostatnimi laty wielki popyt na reportaże czy biografie, a przecież i tu autorzy mogą „naginać” fakty, przedstawiać swój punkt widzenia. Dla Olgi Tokarczuk najbliższa jest powieść i zachęca do wielokrotnego powrotu do czytania tej samej książki, co pozwala odkrywać ją na nowo. „Książki zmieniają nas” – pisze, ale i zastanawia się, czy i my, czytając, zmieniamy książkę. Opowiada o swoich w tym zakresie doświadczeniach związanych z „Czarodziejską górą”. Wspomina swoje pierwsze doznania czytelnicze, gdy buszowała między półkami biblioteki, w której pracował jej ojciec. Przyznaje się do swojego uzależnienia od czytania, któremu towarzyszyło lizanie słonych figurek z Wieliczki lub maczanie palca w soli. Po latach odkryła, że tak robią uczniowie w jesziwie studiujący Torę. Zastanawialiśmy się nad tym zwyczajem, bo jednak większość osób w czasie czytania podjada raczej coś słodkiego, a i Olga Tokarczuk w „Domu dziennym, domu nocnym” napisała: „Jaka to rozkosz, jaka słodycz życia – siedzieć w chłodnym domu, pić herbatę, pogryzać ciasto i czytać”. Noblistka, z wykształcenia psycholożka, przypomina też pierwszą lekturę tekstów Freuda, jego metodę pisarską, to że „szedł za myślą”. Podoba jej się, że wiąże ze sobą rzeczy odległe, pokazuje, że świat można oglądać z różnych punktów widzenia, można też go „interpretować w nieskończoność” i nadawać mu różne sensy. Zgodziliśmy się, że to właśnie jest w prozie Tokarczuk, ta, jak to określiła sama w eseju „Psychologia narratora”, „droniczna perspektywa” pozwalająca widzieć więcej, „z góry” i „spoglądać poprzez czas”. Tak autorka kształtuje swojego narratora, a my mamy tę cudowną możliwość podążania za nim. Esej o czytelniczych początkach autorki „Ksiąg Jakubowych” dostarczył nam, klubowiczom, wiele radości. Mogliśmy, oprócz dzielenia się swoimi wrażeniami z jego lektury, porozmawiać o potrzebie czytania odczuwanej przez nas nieustająco, o książkach, do których lubimy wracać. Zgodnie podpisujemy się pod ostatnim zdaniem tekstu: „Tak, jesteśmy tu po to, żeby czytać”. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

„W blasku diamentów” Anna Davis – recenzja

„W blasku diamentów” Anny Davis, to opisująca gorzko-słodki smak życia towarzyskiego, pulsującego jazzem Londynu lat dwudziestych. Dziennikarka Grace Rutherford ukazuje bogactwo, przepych, romans przepełniony tajemnicą, subtelnością i grzechem. Pisze bez znieczulenia o wszystkim, co może spotkać wyzwoloną kobietę w nocnych klubach. Jedzenie, ubrania, mężczyźni, kobiety są tematem jej felietonów, cieszących się ogromną popularnością. Życie towarzyskie nie stanowi dla niej żadnej tajemnicy, bywa tam, gdzie powinno się bywać i doskonale bawi się wśród londyńskiej śmietanki towarzyskiej.  Pewnego dnia, zupełnie się nie spodziewając, na jej drodze pojawia się tajemniczy mężczyzna – pisarz, a jakby tego było mało, pojawia się drugi, równie przystojny jak poprzedni i równie tajemniczy dziennikarz. W dodatku obu mężczyzn łączy wspólna przeszłość. Grace próbuje bronić się przed budzącymi się uczuciami. Staje przed trudnym wyborem podsycanym przeżyciami z przeszłości. Trudno jest pogrzebać to, co było i wyruszyć ku nowej przygodzie. Chciałaby przeżyć wielką miłość, nie raniąc nikogo po drodze. Po szeregu nieporozumień, Grace w końcu wie czego chce. Uświadamia sobie, że kocha Johna. Pragnie z nim być. Ale czy nie jest za późno? John natomiast wraca do Nowego Jorku. Książka „W blasku diamentów” ma niesamowity klimat. Zadziwiająco mocno działa na wyobraźnię. Wydarzenia zaskakują i zdecydowanie podsycają ciekawość. Powiązania teraźniejszości z dość zawirowaną przeszłością dodają smaku i wprowadzają czytelnika w zupełnie inny świat. Miłość, wielkie emocje, rozterki, szaleństwo, walka rozumu z sercem stają się tematami przewodnimi, w których można zatopić się bez reszty, zapominając o wszystkim, co dookoła, a niebywała atmosfera, wielka moc Londynu udzielają się już od pierwszych stron.

„Gdy zakwitną poziomki” Agnieszka Walczak-Chojecka – recenzja

„Gdy zakwitną poziomki” Agnieszki Walczak-Chojeckiej, to piękna, obyczajowa powieść o pożądaniu, miłości i ogromnej potrzebie macierzyństwa. To powieść o kobiecie, skierowana w głównej mierze do kobiet, poruszająca tematy takie jak – instynkt macierzyński, potrzeba miłości i akceptacji, realizacja własnych pasji i przede wszystkim wielkie poświęcenie, na które gotowa jest każda kobieta. Główną bohaterką jest trzydziestoośmioletnia Karolina, która pracuje jako graficzka i od dłuższego czasu, wraz ze swoim chłopakiem młodym architektem Filipem – stara się o dziecko. Poznajemy ją w niezwykle trudnym dla niej momencie życia. Traci upragnione dziecko, a samoistne poronienie staje się rysą na jej związku z Filipem. Kiedy wszystkie, naturalne sposoby niestety zawodzą, zrozpaczona bohaterka postanawia spróbować innych metod pod postacią inseminacji oraz in vitro. W międzyczasie w życiu Karoliny pojawia się dawna sympatia – czarnooki Milan, który budzi w niej nieoczekiwane pragnienia. Pół Serb, pół Chorwat pojawia się i znika, siejąc spustoszenie w umyśle głównej bohaterki. Na jaw wychodzi także skrywany, rodzinny sekret, który burzy dotychczas znany jej świat. Karolina owładnięta pragnieniem macierzyństwa, musi zmierzyć się z nowymi uczuciami i przede wszystkim z samą sobą. Tak naprawdę można uznać książkę Agnieszki Walczak-Chojeckiej za pisaną przez samo życie, bowiem ono nigdy nie niesie nam samych radości ani samego cierpienia. Jest to powieść niejednoznaczna, której tytuł oraz okładka mogą stwarzać pozory lekkości i banalności, podczas gdy w istocie skrywa ona tematy trudne i bolesne. Na jej kartach odnaleźć swój portret mogą te kobiety, które marzą o dziecku, które mają kłopoty z zajściem w ciążę, a także wszystkie te czytelniczki, które podporządkowują swoje życie jednemu celowi, nieopatrznie tracąc przez to codzienność i drobne, codzienne i piękne chwile.

„Minione chwile” Gabriela Gargaś – recenzja

„Minione chwile” Gabreli Gargaś, to niesamowicie klimatyczna historia, pełna zawirowań i nie dających się przewidzieć wydarzeń, która trzyma w napięciu do samego końca. Główną bohaterką jest trzydziestopięcioletnia Anna. Kobieta ma zranione serce i postanawia wyjechać do Szkocji, by tam dojść do siebie po ogromnym, miłosnym rozczarowaniu. W zapomnieniu o mężczyźnie, który niepoważnie ją potraktował, pomaga jej praca w  posiadłości lady Abigail – bogatej starszej pani, której staje się opiekunką. Pracodawczyni opowiada Annie historię swojego życia. Ta staje się podstawą do książki, którą Ania pragnęła kiedyś napisać. Okazuje się bowiem, że nie tylko Polka stała się ofiarą źle ulokowanego uczucia. Staruszka przenosi się w czasie do roku 1947, kiedy to poznała polskiego oficera – Waldka i zakochała się. Mężczyzna miał problem z powrotem do Polski, gdyż komunistyczny kraj był wrogo nastawiony do oficerów walczących na obczyźnie. A to wszystko na tle szkockich wrzosowisk, wysokich klifów i chłodnego oceanu. Akcja powieści toczy się równolegle we współczesności i latach po II wojnie światowej. Powieść jest ogromnie specyficzną historią kobiet, które musiały uporać się z porzuceniem. Każda na swój sposób walczyła o miłość. Książka jest pełna miłości, nienawiści, bólu samotności i namiętności. Nie brakuje też kłamstwa, tajemnic, zdrady, intryg, samotności, humoru czy łez rozpaczy. Gabriela Gargaś roztacza przed czytelnikami aurę tajemniczości, a opisy różnych szkockich miejsc napawają ciekawością.

„Gargulec” Andrew Davidson – recenzja

„Gargulec” Andrew Davidsona, to debiut pisarski – historia o miłości i namiętności, zbawczej sile cierpienia. Powieść przedstawia historię mężczyzny narkomana i cynika, dla którego nocna jazda samochodem kończy się dla niego katastrofą. Cudem uniknął śmierci w wypadku samochodowym. Trafia do szpitala z rozległymi oparzeniami. Ocknąwszy się ze śpiączki, szczegółowo obmyśla samobójstwo. Życie w potwornie okaleczonym ciele jest dla niego torturą nie do zniesienia. Odmianę w szeregu jednostajnych dni przynoszą odwiedziny Marianne Engel – chorej na schizofrenię rzeźbiarki, która uwalnia z marmuru gargulce i daje im swoje serce. Kobieta twierdzi, że w XIV wieku ich oboje – zakonnicę i najemnika – łączyła namiętność. Z czasem, mężczyzna zaczyna się do niej przywiązywać i odzyskuje motywację do życia, a kobieta pokonuje jego sceptycyzm i postanawia się nim opiekować. „Gargulec” to przepiękna, poruszająca i niebanalna historia miłosna, której liczne odsłony obserwujemy na przestrzeni dziejów, w różnych zakątkach świata, śledząc skomplikowane i tragiczne losy bohaterów odnajdujących się raz po raz w kolejnych inkarnacjach. Dopełnieniem ich losów, a zarazem klamrą spinającą całą opowieść, są dzieje schizofrenicznej rzeźbiarki i poparzonego mężczyzny, rozgrywające się we współczesności i stanowiące zwieńczenie swoistej wędrówki dusz trwającej siedemset lat.

„Siedem lat później” Emilly Giffin – recenzja

Emilly Giffin w powieści „Siedem lat później” porusza temat małżeństwa, wiary, siły i przebaczania, tematy trudne, ale bardzo życiowe. Główni bohaterowie – Tessa i Nick są siedem lat po ślubie. Mają dwójkę dzieci i na pozór uchodzą za szczęśliwą parę. Tessa kocha swoją rodzinę i jest gotowa zrobić dla niej wszystko. Poświęciła karierę, przyjaźnie i oddała się pracy w domu. Nigdy nie winiła swojego męża o to, że zostaje do późna w pracy, nie robi wymówek, kiedy nagle musi opuścić randkę, nie podnosi głosu, kiedy się spóźnia. Kobieta niejednokrotnie pokazuje, jak silną i wytrwałą jest kobietą. Siedem lat może jednak zmienić ludzi. Tessa i Nick nie są już tak młodzi i pełni energii, jak w czasie, gdy się w sobie zakochali. Podczas kolacji z okazji ich rocznicy ślubu Nick odbiera wezwanie do szpitala, w którym pracuje. Wówczas jeszcze nie wiedzą, że ten jeden moment zmieni ich dalsze losy. Tego dnia Nick poznaje Valerie, samotną matkę, która wywraca jego życie do góry nogami. Wystarczył jeden zbieg okoliczności, tragiczne następstwo zdarzeń, chwilowa słabość, aby życie obrało zupełnie inny kierunek niż to, do czego dążyli w zamierzeniach i planach. Historia jest o tyle ciekawa, bo prezentowana jest z dwóch punktów widzenia  – zdradzanej kobiety oraz kobiety, zakochującej się w żonatym mężczyźnie. Nick stara się być lojalny wobec żony, nadal próbując odgrywać dobrego i troskliwego ojca oraz męża, a wobec drugiej czuje fascynację i pożądanie, którego tak bardzo brakuje mu w kontaktach z żoną. Tessa niestety wydaje się być w gorszym położeniu, cóż bowiem może zrobić w sytuacji, kiedy jej mąż zakochał się w innej kobiecie. Valeria natomiast wcale nie czuje się w porządku wobec Tessy oraz uczucia, które rodzi się w jej sercu. Stara się z nim walczyć, bowiem nie chce rozbić czyjegoś małżeństwa oraz pozbawić dwójki dzieci ojca. „Siedem lat później”, to wspaniała mieszanka ludzkich słabości i mocnych stron, szerokiej palety barw uczuć i emocji, gdzie namiętność przeplata się z obojętnością, przyjaźń z nienawiścią, oddanie z niezrozumieniem, a radość ze smutkiem, ponieważ temat zdrady jest trudny zarówno dla mężczyzn jak i kobiet.

„Błogostan” Joanna Bojarska-Opiat – recenzja

„Błogostan” Joanny Bojarskiej-Opiat, to współczesna literatura kobieca nie tylko o miłości i problemach dnia codziennego. To pozycja o uzależnieniach i próbie radzenia sobie z nimi – historia z przesłaniem. Bohaterką książki jest Sylwia Michalak.  Z pozoru wiedzie ona szczęśliwe życie. Ma nową pracę, pełna perspektyw i kochającego chłopaka. Ma to niestety jednak swoje gorsze strony. Szef zalega z wypłacaniem pensji już nie pierwszy raz, a chłopak niezmiennie myśli tylko o imprezach i dobrej zabawie. Tak naprawdę to toksyczna miłość, ciągłe usprawiedliwianie i tłumaczenie zachowań partnera, jego oszustwa i brak obiektywizmu w ocenie własnego związku. Pod wpływem impulsu Sylwia zakłada bloga. Chce dzielić się swoim codziennym życiem z innymi. Zaczyna opisywać na nim wszystko –  relacje z chłopakiem, rozwód rodziców, problemy w pracy. Chce zainteresować odbiorców swoimi wpisami. Początkowo, to tylko forma rozrywki, oderwania od smutnej rzeczywistości. Z czasem blogowanie wciąga dziewczynę coraz bardziej, stając się prawdziwą obsesją, uzależnieniem od Internetu, od wirtualnych przyjaciół. Poszukując akceptacji, tak naprawdę ten wirtualny świat stał się dla Sylwii pułapką i krokiem ku przepaści. „Błogostan”, to niesamowicie wciągająca książka. Skłania do zastanowienia się, czy nasze „życie” w Internecie to jeszcze tylko rozrywka, czy już uzależnienie i w którym momencie ta granica zaczyna się zacierać.

Recenzja książki „Zimowla” Dominiki Słowik

Miasteczko Cukrówka niedaleko Wadowic położone malowniczo w Dolinie Zmornickiej nad rzeką Zmornicą – to właśnie tam zdarzają się cuda „trzy dobrze udokumentowane i dwa kolejne, nieco bardziej wątpliwe”. W powieści Dominiki Słowik zazębiają się i zachodzą na siebie kolejne opowieści, które przybliża czytelnikowi narratorka, bohaterka zdarzeń z pamiętnego roku 2005 i lat wcześniejszych. Opowiada z perspektywy minionych lat, trudno określić, ilu dokładnie. W każdym razie, gdy Cukrówka była świadkiem niesamowitych i ocierających się o magię wydarzeń, młoda Sarecka była licealistką, przyjaźniła się z Hansem i Miszą. Zamieszkiwała willę swej babki, towarzyszki Sareckiej, wraz z matką pracującą w miejscowym muzeum i ojcem, który z księgowego przeistoczył się w maga Arrevalda. Zdeklarowana komunistka i działaczka Sarecka zostawiła „babiznę” swej wnuczce i po 1989 roku wyjechała do Ameryki. To niezwykle barwna postać, właścicielka kur – wisieloków, malarka amatorka, twardo stąpająca po ziemi, w przeciwieństwie do swojego zięcia widzącego wciąż oznaki zbliżającej się apokalipsy. Jedną z nich jest śpiew lunatykującej Magdy Dygnar, córki miejscowego biznesmena, korzystającego z usług wróżbiarskich i „firmowych horoskopów” ojca narratorki. Marek Niedziółka, wróż, nazwany później „baronem dolomitowym” jest dość krytycznie postrzegany przez swoją córkę widzącą w nim „tchórza, konformistę, hipokrytę, apologetę nicości, paranoika, dewota i zwykłego kłamcę”. Jednak to z nim wydaje się być bardziej związana niż z matką stojącą na uboczu dziejących się zdarzeń i realizującą własne, osobne pragnienia i plany, z powodzeniem zresztą. Barwnych postaci jest w tej obszernej (611 stron) powieści dużo więcej, nie sposób ich tu wszystkich wymienić. Warto może jeszcze wspomnieć Pszczelarza tresującego swe pszczoły czy księdza Wilka – budowniczego przykościelnej wieży – dzwonnicy dwukrotnie przewyższającej kościół, w przeszłości TW „Marszanda”. Młoda autorka (rocznik 1988) buduje w powieści napięcie w taki sposób, że ma się wrażenie uczestniczenia w wydarzeniach, czuje się narastający niepokój i lęk przed tym, co może się zdarzyć. Mroczna atmosfera spowija okolice nieczynnego zakładu ceramicznego, Szklanego Domu pana Masztalerza, pasieki Pszczelarza, lasu i zarośli nad Zmornicą. Magia i niesamowitość znikają w końcówce powieści, wiele spraw znajdzie swoje realne wytłumaczenie. Tak najczęściej dzieje się z czymś tajemniczym i niby niewyjaśnianym. Nie przeszkadza to jednak w zanurzeniu się w realizm magiczny „Zimowli”, powieści napisanej pięknym językiem, pokazującej zdarzenia tak, „jak je zapamiętała młoda Sarecka”, dla której „pamięć jest po prostu formą opowieści”. Wszyscy klubowicze zgodnie chwalili powieść, doceniając różnorodność wątków, przenikanie się opowieści, wyrazistość bohaterów, pokazanie czasów transformacji. Możemy też podpisać się pod zdaniem Dominiki Słowik, która w jednym z wywiadów powiedziała: „Dla mnie Cukrówka to nie obraz prowincji tylko miniaturowa Polska”. Gorąco polecamy „Zimowlę”, ja zaś także pierwszą powieść jej autorki „Atlas: Doppelganger”. Już w debiucie autorka pokazała świat niczym nieskrępowanej wyobraźni, tęsknoty za przeżywaniem przygód i uczestniczeniem w niesamowitych zdarzeniach. Warto zapamiętać nazwisko tej młodej pisarki. Wiesława Kruszek, Dyskusyjny Klub Książki przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja -„Leśna polana”

Omawiane dzieło zachwyca czytelnika już od pierwszych stron czytania, ponieważ od samego początku opowiada ciekawą historię o przyjaźni, czyli  serdecznej relacji opartej o wzajemną życzliwość. Jest to przyjaźń trzech bardzo różnych od siebie kobiet: Juli, Gabrysi i Majki, które przebywają w szpitalu psychiatrycznym, do którego trafiły po dramatycznych przeżyciach. Od tego momentu stają się nierozłączne, niczym siostry. Autorka przedstawia także historię trojga braci, bardzo zamożnych kawalerów, prowadzących własną firmę związaną z nabywaniem i sprzedażą nieruchomości. Opowiada o ich trudnym dzieciństwie, biedzie i okrutnym ojczymie, który motywuje chłopców do walki o lepsze życie.  W wątek wplata również wydarzenia z historii Polski, o karcerach na Rakowieckiej, gdzie torturowano ludzi w najbardziej bestialski sposób. W książce poruszane są również inne tematy, takie jak: niespełniona pierwsza miłość, utrata najbliższych, próby samobójcze, przemoc, depresja. Podsumowując, należy stwierdzić, że „Leśna Polana” porusza bardzo dużo trudnych tematów, a każdego bohatera gonią duchy przeszłości, które wpływają na jego przyszłość.  Katarzyna Michalak w mistrzowski sposób potrafiła połączyć kilka złożonych oraz skomplikowanych historii w jedno opowiadanie.  Jest to powieść, którą można polecić przede wszystkim kobietom wrażliwym, które łatwo się wzruszają. Książka kończy się w kulminacyjnym momencie, co sprawia, że czytelnik z ciekawością czeka na kolejną część.