Kategoria: Recenzje

Zimowy ogród

„Zimowy ogród” Kristin Hannah to opowieść o przeszłości, która zmienia teraźniejszość. Autorka niezwykle płynnie i spójnie łączy przeszłość z teraźniejszością, a czytelnik poznaje losy bohatera począwszy od jego dzieciństwa, przechodząc aż do okresu dorosłości. Początek powieści to wyraziście zarysowane sylwetki trzech, całkowicie różnych, ale silnych, zdeterminowanych kobiet – matki oraz dwóch córek, które stają przed wieloma wyzwaniami oraz trudnymi życiowymi wyborami. Kobiety łączą więzy krwi, lecz nie uczucia – każda z nich ma problemy w ich okazywaniu. Meredith i Nina Whitson są tak różne, jak tylko różne mogą być siostry. Jedna zajmuje się dziećmi i rodzinną firmą, druga jest słynną fotoreporterką. Choć siostry są całkowicie różne, łączy je jednak jedno – miłość oraz niezwykła, wręcz idylliczna relacja z ojcem, który jest powiernikiem ich sekretów oraz łącznikiem pomiędzy nimi a zamkniętą, trzymającą na dystans córki matką. To z tatą utożsamiają najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa oraz usilne próby naprawienia relacji z Anją, mamą. Kiedy ich ukochany ojciec zapada na ciężką chorobę, Meredith i Nina trwają przy nim razem z zimną i obojętną wobec nich, pozbawioną uczuć matką. Przed śmiercią ojciec wymusza na żonie obietnicę: ma opowiedzieć córkom bajkę, którą rozpoczęła wiele lat temu i nigdy nie skończyła. Tym razem ma dokończyć. Kiedy Evan Whitson umiera, świat trzech kobiet lega w gruzach – ani matka, ani córki nie potrafią odnaleźć się w tych, jakże przykrych, okolicznościach. Siostrom przyświeca jednak prośba ojca wypowiedziana na łożu śmierci – poznanie matki za sprawą opowiadanej przez nią bajki. Meredith i Nina stają przed trudnym zadaniem, lecz znajdują dzięki temu wspólny mianownik – pragnienie wysłuchania opowieści Anji oraz rozwikłanie zagadki, jaką w sobie skrywa. Siostry wierzą, że dzięki temu będą mogły się do niej zbliżyć i poczuć matczyne ciepło, którego tak im zawsze brakowało. Nie będzie to łatwe, niemniej młodsza z sióstr, Nina, jest motorem napędzającym do działania i nie pozwala im odpuścić. Czy siostrom uda się odkryć skrywaną przez lata tajemnicę matki i dotrzeć do tego, kim tak naprawdę jest? Czy zgodnie z wolą ojca, opowieści Anji zbliżą całą trójkę? Czy matka wpuści córki do swojego, skrywanego przez lata, świata? Pomimo tego, że Anja bardzo uwielbiała męża nie jest jej łatwo mówić o przeszłości, która jest przyczyną emocjonalnego chłodu i braku więzi z córkami. Powrócenie do tradycji sprzed lat, gdy nocą, w całkowitych ciemnościach opowiadała córkom bajkę – nie bajkę o dziewczynie ze Śnieżnego Królestwa wydaje się dobrym rozwiązaniem. Stopniowo zaczyna się przełamywać i nie opowiada już bajki, lecz historię Wielkiego Terroru w Związku Radzieckim lat 30-tych XX w. oraz oblężonego, głodującego Leningradu podczas II wojny światowej. To obraz radzieckich kobiet, które codziennie walcząc o kawałek chleba z trocinami, czy gotując zupę z kleju do tapet czy kleju stolarskiego, usiłowały ratować życie swojej rodzinie. Bajka Anji to też historia wielkiej, wieloletniej miłości, która miała swój początek właśnie wówczas, w czasie drugiej wojny światowej w mroźnym Leningradzie, zaś finał znajdzie współcześnie, na Alasce.

Recenzja książki „Małe kobietki”

Louisa May Alcott to amerykańska pisarka uchodząca za jedną z pionierek literatury kobiecej i powieści dla dziewcząt. Określana jako feministka, żyła w XIX wieku; sławę przyniosła jej powieść “Małe kobietki” i jej kontynuacja “Dobre żony”. Inspiracją było życie autorki i jej trzech sióstr. Wydana w 1868 roku powieść przedstawia losy czterech sióstr March: Meg, Jo, Beth i Amy. Ich ojciec jest pastorem, walczy w wojnie secesyjnej. Wcześniej stracił majątek, rodzina jest biedna. Matka, zwana Marmisią, prowadzi dom przy pomocy służącej Hanny. Dwie najstarsze córki pracują, Meg jako guwernantka, Jo jako dama do towarzystwa bogatej ciotki. To bardzo ogólny zarys treści tej książki, liczącej sobie ponad 500 stron, pięknie wydanej, ilustrowanej zdjęciami z filmu z 2019 roku. Zawiera ona oprócz “Małych kobietek” i “Dobre żony”. Większość klubowiczów przeczytała całość, choć, jak przyznali, ciężko było przedzierać się przez często irytujący dydaktyzm, infantylizm, banalność i ckliwość opisów. Powieść się przestarzała i wiele zawartych w niej uwag i rad “trąci myszką”. Pojawiła się też sugestia, że może to my, klubowicze, jesteśmy na nią za starzy. Gdybyśmy przeczytali ją w fazie fascynacji Anią Shirey, może by nam się bardziej podobała. Choć i teraz podnoszone były głosy w jej obronie. Część osób podkreślała ładnie pokazany klimat relacji rodzinnych w domu Marchów, serdeczne więzi łączące siostry, praktyczność rad dawanych im przez matkę, wreszcie ciekawe charaktery dziewcząt, dość niezależnych, jak na tamte czasy. Na uwagę na pewno zasługuje ich bogata wyobraźnia, ładnie pokazana przez Alcott, potrafią one wcielać w życie swoje małe pragnienia, dobrze się przy tym bawiąc. Wszyscy zgodziliśmy się co do tego, że staroświeckość powieści ożywia humor panien March. Zwłaszcza Jo i Laurie, wnuk zamożnego sąsiada Jamesa Laurence’a, wnoszą do książki ducha dobrej zabawy, dowcipnych i ciekawych rozmów. Analizując charaktery głównych bohaterek, zastanawialiśmy się nad sposobem pokazania jednej z sióstr, nieśmiałej Beth i jej dość tajemniczej choroby. Typową przedstawicielką dziewcząt tamtego czasu wydała nam się Meg. Uzdolniona plastycznie Amy nie wzbudziła sympatii, choć jej pobyt w Europie wpłynął na nią korzystnie. Najciekawszą postacią jest na pewno Jo – pisze i publikuje opowiadania, a potem powieść. Jest najbardziej niezależna spośród sióstr, oczytana i zdecydowana w tym, co chce robić i jak chce żyć. Czy wytrwa w swoich postanowieniach? Cóż, życie przynosi niespodzianki. Omawiając tę książkę, z ulgą (odnoszę to do klubowiczek) zauważyłyśmy, jak ponad 150 lat, które minęły od czasu jej wydania, zmieniło postrzeganie kobiety, jej pozycję w rodzinie i społeczeństwie. Trudno dziś poważnie traktować wiele uwag Marmisi czy samej narratorki zalecającej np. odpowiednie postępowanie dziewcząt i chłopców w stosunku do starych panien. “Cukierkowe” i “lukrowane” opisy rażą infantylizmem, np. opis róż ”uradowanych” i “zarumienionych z podniecenia”, które w dodatku “szepcą do siebie” i “chylą główki”. Trudno się czyta sepleniące wypowiedzi synka Meg i niepoprawne gramatycznie zdania Hanny. Czy czarnoskóra służąca “musi” nie znać dobrze języka, którym wszyscy wokół niej się posługują i go nie kaleczą? Podsumowując nasze rozważania, stwierdziliśmy, jednak w większości, że “Małe kobietki” nie przystają za bardzo do dzisiejszych czasów, trochę nudzą i rażą dłużyznami. Zaleciliśmy zgodnie film na motywach powieści Alcott – piękne kostiumy, wnętrza, krajobrazy, uroda aktorek i aktorów sprawiają, że ogląda się go z dużą przyjemnością. Wiesława Kruszek, Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Recenzja książki „Sonnenberg” Krzysztofa Vargi

Recenzja powieści Krzysztofa Vargi “Sonnenberg” Zaczęliśmy nasze rozważania od ogólnych wrażeń dotyczących “Sonnenbergu” i jasne się stało, że nie wszystkim przypadła ta powieść do gustu. Należę do osób zachwyconych nią i dlatego starałam się pokazać jej walory. To przede wszystkim piękny obraz miasta, które niewątpliwie jest równorzędnym, obok Andrasa, bohaterem. I tu akurat pełna zgoda klubowiczów, wszystkim podobał się Budapeszt, po którym oprowadza nas pracownik naukowy zajmujący się modernistyczną literaturą austriacką. Napisałam oprowadza, bo faktycznie podczas czytania ma się wrażenie spacerowania po ulicach, placach, mostach, jeżdżenia tramwajami i autobusami, sporadycznie taksówką (Andras nie ma samochodu), wstępowania do knajp na szprycera, zwiedzania pięknego cmentarza Farkasreti, gdzie bohater widzi nawet śmierć pod postacią dziewczyny w szarej sukience. Tylko on doświadcza tej wizji, towarzysząca mu Virag zarzuca mu “wycofywanie się w sferę fikcji literackiej”. Nie jest to bezzasadne, bo nasz bohater obok zajmowania się modernizmem austriackim sam pisze powieść. Idzie mu jednak ciężko, wciąż jest właściwie na etapie zbierania materiału. Tu dochodzimy do rozdźwięku wśród klubowiczów. Andras jest leniem i nieudacznikiem, przez co nie wzbudził sympatii, zarzucono mu niedojrzałość, brak zajęcia, niektórzy zastanawiali się, cóż on robi po całych dniach i z czego właściwie żyje. Tymczasem przecież bohater sam mówi nam: “Życie moje wbrew pozorom było ustatkowane, od lat chadzałem do tej samej pracy (…) spotykałem się z tymi samymi ludźmi”. Attila, Zsolt, Laci – to jego przyjaciele, z nimi spędza czas w knajpach, dyskutuje na różne tematy. Czy to jednak prawdziwa przyjaźń, skoro Andras skrzętnie ukrywa przed nimi swój romans z Agnes? Gdy poznamy szczegóły tego związku, może nie wyda nam się dziwne utrzymywanie tajemnicy. Dla mnie Andras rzeczywiście wydaje się sfrustrowanym mężczyzną w średnim wieku i w długim (479 stron) monologu wewnętrznym próbuje dokonać swoistego rozliczenia z życiem, z samym sobą. Budzi jednakże moją, i niektórych klubowiczów, sympatię, to erudyta, którego Varga wyposażył w wiedzę z różnych dziedzin, nie tylko z literatury. Andras zna dobrze historię Węgier, wie dużo o przemyśle porno, sporcie, o samobójcach, sławnych kryminalistach. Wspaniałe, liczne dygresje stanowią właściwie osobne historie, np. o ojcu, o różnych markach perfum, o Kalwinie. I tu z kolei część osób uważała, że to nadmierne przegadanie powieści, za wiele tych historii, niepotrzebne przeładowanie treści. Może część z nich należało pominąć. Rozumiem to, ale nie podzielam tych opinii, dla mnie nic tu nie jest zbędne. Pewna trudność w czytaniu oczywiście jest, tym bardziej, że to tekst ciągły, bez rozdziałów. Myślę, że szybko można przywyknąć do takiej narracji. Na uwagę zasługuje piękny język, długie, często na pół strony, zdania, humor, celne i trafne spostrzeżenia i porównania. Wśród bohaterów uwagę zwraca też Laci, właściciel niszowego wydawnictwa. Często towarzyszą mu “fenomenalnie uzdolnione artystki”. Piękna i gorzko prawdziwa jest jego rozmowa z Virag na temat kondycji współczesnej literatury. “Sonnenberg” jest dla mnie najlepszą powieścią Vargi, z sześciu, które znam. Uważam, że warto po jej przeczytaniu wysłuchać bardzo ciekawych rozmów Krzysztofa Vargi z Michałem Nogasiem i Darkiem Foksem na jej temat. Pozwolą one lepiej wniknąć w niektóre treści, zrozumieć ich wymowę, głębszy sens i symbolikę. Wiesława Kruszek, Dyskusyjny Klub Książki działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Riley Lucinda – Siostra Słońca

Powieść Lucindy Riley pt. ”Siostra Słońca” to wyjątkowa opowieść o losach młodej kobiety która poszukuje właściwej ścieżki życia, młoda Elektra przeżywa wzloty i upadki. Traci kontrolę nad własnym życiem , sięga dna , jednakże ma swoich aniołów stróży sa nimi jej przyjaciele. To dzięki nim kobieta postanawia zawalczyć o siebie. Akcja toczy się w różnych miejscach na świecie autorka fantastycznie opisuje losy sióstr z każdej swojej powieści. Fabuła zachwyca i nie pozwala nie myśleć o powieści. Naszym klubowiczą powieści Riley dopasowały do gustu

Siostra Słońca

Książka pt. „Siostra Słońca” Lucindy Riley to przepiękna opowieść o Elektrze szóstej siostrze zwaną „Siostrą Słońca”, piękna światowej sławy modelka, pozostaje ona adoptowana jak pozostałe jej siostry przez bogatego ojca, wychowywana jest w pięknej posiadłości na prywatnym półwyspie jeziora genewskiego w Szwajcarii. Kobieta w wieku szesnastu lat pozostaje odkryta do modelingu w paryskiej kawiarni, pracując staje się bogatą, lecz w pewnym czasie traci kontrolę nad życiem, zwłaszcza po śmierci ojca, sięga po alkohol, narkotyki i inne używki. Kobieta popada w depresję i uzależnia się od środków rozweselających. Kiedy przychodzi jej stanąć na granicy życia i śmierci odratowana przez swych przyjaciół postanawia zawalczyć z nałogiem. Po opuszczeniu ośrodka uzależnień postanawia sięgnąć do korzeni i odkryć losy swoich przodków. W pożegnalnym liście od ojca, dostaje informacje związane z miejscem własnych narodzin, tutaj poznaje prawdę, że jej miejscem urodzenia był sierociniec w Nowym Jorku. W życiu Elektry następują zmiany, okazuje się że ku z\dziwieniu kobiety żyje jej biologiczna babcia, która ją odszukała. Staruszka opowiada młodej kobiecie historię swojego życia i życia własnej córki oraz przodków. Historia rodziny prowadzi do Afryki, a dokładniej do Kenii. 

Recenzja książki „Chrobot” Tomasza Michniewicza

Tomasz Michniewicz dedykuje swoją książkę “wszystkim nam” i proponuje siedem historii “najzwyklejszych ludzi świata”. Pochodzą oni z różnych stron świata: z Kolumbii, Japonii, Ugandy, Stanów Zjednoczonych, Indii, Finlandii i Zimbabwe. Wymaga od czytelnika uważności, bo losy bohaterów nie są opowiadane osobno, ale przeplatają się ze sobą. Autor zestawia tematycznie poszczególne zagadnienia, pisze np. o dzieciństwie, o nauce, planach na przyszłość, postrzeganiu kobiet w danym społeczeństwie.  Juanita, Kanae, Marggie, Madhuri, Casey, Reilly i Mika – cztery kobiet i trzech mężczyzn. Poznajemy ich życie od dzieciństwa do dorosłości. Czytając, zastanawiamy się, jak nasz los wpisałby się w tę opowieść. Michniewicz w jednym z wywiadów sugeruje, że to czytelnik jest właśnie tym ósmym bohaterem. Możemy się zatem zamyślić nad tym, jak miejsce urodzenia wpływa od razu na nasze życie i determinuje dalszy los, jakie mamy możliwości wyboru swojej drogi.  W naszym klubowym gronie zwróciliśmy uwagę na bardzo ciekawie pokazane sylwetki kobiet, silnych, próbujących zmienić coś w przypisanej im przez społeczeństwo roli. Matka Marggie z Ugandy, choć sama skończyła tylko trzy klasy, docenia znaczenie wykształcenia i pracuje całe dnie, by jej dzieci mogły skończyć szkołę. Madhuri z Indii zamiata ulice; po śmierci męża to ona zarabia na utrzymanie rodziny, pragnie, by jej ubogi dom był piękny, “co roku malowany na nowo innym kolorem”. Juanita z Kolumbii studiuje, pracuje, śpiewa z zespołem. W końcu odnajduje się, zgłębiając tradycje indiańskie i kolumbijską kulturę. Samotny i smutny wydał nam się los Kanae z Japonii, a może po prostu nie jesteśmy w stanie zrozumieć tej, tak bardzo odmiennej od naszej, kultury i tradycji. Jej motto brzmi: “każdy wystający gwóźdź trzeba po prostu wbić i wyrównać”. Garść ciekawostek o Japonii dodała pani Ola, która spędziła w tym kraju dwa tygodnie.   Jednym z trzech męskich bohaterów jest Casey ze Springfield w stanie Missouri; jego historia trochę zburzyła nasze wyobrażenie wspaniałej Ameryki. Oczyma Mikiego z Finlandii spojrzeliśmy na kraj, w którego języku nie ma rozróżnienia płci. Zgodnie podziwialiśmy surowe i pełne niebezpieczeństw życie Reilly’ego w rezerwacie Imire w Zimbabwe. Zastanowiło nas, czy jego rodzice, wychowując swoje dzieci, postępowali słusznie, dając im tyle swobody.  Poznając losy siedmiorga bohaterów, patrzyliśmy na kraj, z którego pochodzą ich oczyma, to nie było turystyczne spojrzenie, to próba wniknięcia w daną im rzeczywistość, ich problemy, chęć zmiany, polepszenia swojego bytu. Michniewicz pokazuje nam te cudze losy, zwracając jednocześnie uwagę na szereg wciąż nierozwiązanych problemów związanych z pomocą głodującej Afryce, wolontariatem, wyzyskiem ze strony koncernów farmaceutycznych czy odzieżowych, rasizm, głód, biedę, imigrantów.  Jego reportaż przypomniał nam czytany i omawiany wcześniej na spotkaniu klubowym “Głód” Caparrosa. Zarówno wtedy, jak i teraz stawialiśmy sobie pytanie: Co właściwie możemy zrobić? Świat się zmienia, przybywa rzeczy, które chcemy mieć, wiele tanich. Kupimy, potem wyrzucimy, autor “Chrobotu” wymienia np. “wieszak na banany, dwadzieścia par butów, bibeloty, naklejki, puzderka…”, bo promocja, okazja.  Musimy wszystko to mieć? “A gdybyśmy tak kupowali tylko rzeczy, które naprawdę są nam potrzebne?” – pyta Michniewicz. Pani Ania przyznała, że zastosowała w swoim życiu minimalizm; zyskała przestrzeń i swobodniejszy oddech. Sam autor w wywiadach też podkreśla, że ma mało rzeczy. W swojej książce pisze: “Wszyscy jesteśmy lekarstwem”. Drobnymi krokami możemy dokonywać zmian w swoich przyzwyczajeniach, ograniczyć wygodnictwo, egocentryzm.    Przeczytanie “Chrobotu” Tomasza Michniewicza zmusza nas do głębszych refleksji, nie możemy po prostu odłożyć książki i o niej zapomnieć. Bardzo polecamy ten reportaż. Wiesława Kruszek – Dyskusyjny Klub Książki przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu

Londyn NW

Tym razem Zadie Smith zaprasza do peryferyjnych dzielnic północno – zachodniego Londynu (London NW) – do Kilburn i Willesden. Stamtąd pochodzą i tam dorastali bohaterowie powieści: Keisha, Leah, Nathan i Felix – czwórka szkolnych przyjaciół. Mocny prolog wbija nas w chaos, jakiego nie sposób uporządkować. Ludzie, zdarzenia, słowa, gesty, zapachy, smaki i ukazana kalejdoskopowo mnogość wszystkiego. Wkraczamy do tej części Londynu, która oswoiła różnorodność i dała jej możliwości rozwoju. Jest tam dynamicznie, nowocześnie… i groźnie przede wszystkim, bo ten tygiel nie służy spokojowi, nie daje wytchnienia. Smith opowie o różnorodności na kilku ważnych płaszczyznach. Ta najbardziej czytelna i oczywista odnosi się do czterech życiorysów ludzi, których coś istotnego połączyło w przeszłości i coś równie ważnego ominęło wspólnie, bo każdy żyje już obok innych, w piekle własnych frustracji, żalu, skrywanych przed światem emocji i z poczuciem, że zawsze można żyć inaczej, lepiej. Leah jest w samym środku egzystencjalnego kryzysu – kłopoty z mężczyzną, matką i pracą nie ułatwiają jej życia. Jej przyjaciółka Nathalie nie wiadomo kiedy zamieniła się w sfrustrowaną matkę, choć niegdyś była przebojową prawniczką. Nathan, obiekt ich dziewczęcych westchnień, dziś jest kloszardem i narkomanem. A Felix, niezrealizowany filmowiec i życiowy nieudacznik ginie w przypadkowej bójce. „Londyn NW” to przepełniona sporą dozą goryczy opowieść o trudnym losie ludzi, którzy przekraczają trzydziestkę, granice własnych marzeń i planów i dla których życie pisze nieprzewidywalne scenariusze. Bliskość opisywana jest symbolicznie. Oddalenie Smith ukazuje za pomocą dość sporego wachlarza środków wyrazu. Jest to opowieść o miejscu, które naznaczyło biografie i o biografiach, jakie nie wychodzą poza miejsce. Peryferie Zadie Smith to mikroświat,  w którym jak w pigułce ukazane jest życie ze wszystkim, co w nim niewygodne i z trudnościami, bo praktycznie nigdy nie jest tak jakbyśmy chcieli, żeby było. Czy nie otrzymujemy jednak tego, na co zasłużyliśmy i co sobie wypracowaliśmy? Życie staje się dla bohaterów problemem i wyzwaniem – każdy mierzy się z nim na swój sposób. Od uroku młodzieńczych wspomnień po dramat depresji i niespełnienia, w końcu po tragizm wegetacji mimo woli i przypadkowej śmierci. Londyn NW” na początku kusi swą wieloznacznością ulic, miejsc, ludzi i gwaru. Potem zaś widzimy, że Smith pisze o polifonii uczuć, pragnień i oczekiwań, dla których miejscem realizacji musi być północno-zachodni Londyn, bo nigdzie indziej spełnienia nie będzie. „Londyn NW” to przenikliwa powieść o współczesnych londyńczykach skazanych na samotność. Ludzkie więzi, uczucia, relacje, powiązania i kontakty – to prawdziwa mapa tego miasta. Londyn w powieści Zadie Smith to nie tylko miejsce, w którym sama dorastała, to centrum świata, pełne mieszających się kultur, jezyków, tradycji i wartości. Centrum świata, w którym najtrudniej jest odnaleźć drugiego człowieka. „London NW” to naprawdę dobrze skrojona proza obyczajowa, mroczna i drapieżna, balansująca między granicami stylów, wciąż te granice zacierająca i porywająca rytmem opisywanych dzielnic. Bardzo dobra narracja, iskrzy na każdej niemal stronie, zwodzi i zaciera czytelne sugestie. Jest jednak „Londyn NW” opowieścią o ludziach i sprawach, o jakich już wielokrotnie napisano. Zadie Smith zrobiła to po swojemu. Zadała każdemu z nas pytania o to, do czego zdolny jest człowiek dążący do stabilizacji i ten, któremu nie jest dana. Kazała zastanowić się, czy na pewno zwykle każdy człowiek otrzymuje od życia to, na co zasłużył. Pokazała jak życie zmienia ludzi, ale nie zmienia śladów ich pochodzenia. Jak rozpaczliwie próbują oni wyzwolić się z czasu minionego, wyjść poza ramy i ograniczenia oraz kiedy zmuszeni są odpuścić i pogodzić się z losem. „Londyn NW” to nie tyle wielowątkowa powieść o tym, z czym należy się pogodzić, a czemu przeciwstawić, co przede wszystkim barwna historia wchodzenia w wiek średni, któremu barwy odbiera codzienność, lecz nadają ich jednocześnie wspomnienia. I czas miniony wciąż mimo wszystko żywy.

Wyrwa

Książka pt. „Wyrwa” spodobała się w gronie czytelników DKK, ponieważ czytało się ją z zapartym tchem i ogromną ciekawością , historia ta zapada w pamięć, zmusza do refleksji nad zżyciem. Powieść tą polecić można dorosłym czytelnikom, szczególnie osobom które maja dzieci i zmagają się ze strata bliskiej osoby.

W słusznej sprawie

„W słusznej sprawie” to kolejna książka Diane Chamberlain wydana w cyklu „Kobiety to czytają”. Autorka po raz kolejny udowadnia, że literatura popularna może zajmować się tematami niełatwymi, które przypominają czytelnikom o nie tak odległej przeszłości. Tym razem powieść Chamberlain skupia się na Programie Sterylizacji Eugenicznej w Karolinie Północnej, który realizowano w latach 1929-1975. W celu oczyszczenia rasy oraz w imię dobra publicznego Liga Ulepszania Ludzkości wysterylizowała ponad siedem tysięcy obywateli, kobiet i mężczyzn, przebywających pod opieką opieki społecznej, chorych na epilepsję, upośledzonych umysłowo lub niepełnosprawnych ruchowo. Odwołanie się do niechlubnych faktów z historii Stanów Zjednoczonych staje się pretekstem do opowiedzenia o rasizmie, klasowości, przekonaniu niektórych ludzi, że mogą decydować o człowieczeństwie innych osób, wreszcie o emancypacji. Dwie główne bohaterki. Dwa środowiska. Jedna historia. Obie dotknięte skutkami działań władz stanowych, choć każda na swój sposób. Jane jest młodą 22-letnią, pełną zapału opiekunką społeczną. Jej podopieczna, wychowująca się na plantacji tytoniu 15-letnia Ivy, razem z babką i starszą siostrą żyją w skrajnej biedzie. Fatalna sytuacja materialna tej rodziny sprawia, że Ivy, zgodnie z obowiązującymi w Karolinie Północnej przepisami, zostaje zakwalifikowana do zabiegu sterylizacji. Jane, jako pracownik socjalny, wbrew swojej woli ma zajmować się wdrażaniem programu i ma doprowadzić do sterylizacji Ivy. Co istotne, rzecz dzieje się na początku lat 60-tych, kiedy ideałem życia kobiety jest charytatywna praca w Lidze Pań, bycie piękną i pachnącą u boku poważanego przez społeczność męża i czekanie na niego z obiadem w idealnym białym domku, stojącym w szeregu tysiąca identycznych budynków. W tych warunkach niezwykle ciężkie jest życie kobiety, która chce coś zmienić, która nie zgadza się na zastany układ. Autorka była niewątpliwie bardzo dobrze przygotowana źródłowo do napisania „W słusznej sprawie”. Prześledziła historie ofiar Programu Sterylizacji Eugenicznej w Karolinie Północnej, zapoznała się z warunkami plantacji tytoniu na obszarze tego stanu, przeczytała wiele książek i artykułów na temat eugeniki, rozmawiała z psychologami i pracownikami opieki społecznej. Jej wysiłek widać na niemal każdej stronie książki, co jest niewątpliwą zaletą powieści. Jest nią także kreacja portretów psychologicznych bohaterów, szczególnie – uzależnienie od konwenansów (i bogatego, przystojnego męża, który, rzecz jasna, z racji majątku i urody, musi mieć we wszystkim rację). Diane Chamberlain genialnie uchwyciła aurę wczesnych lat 60. na Południu. Jej postacie tchną autentycznością i poruszają serca, sama historia jest szokująca i opisana pięknym, pełnym współczucia stylem. Autorka po mistrzowsku pisze o miłości, lojalności i sile, którą trzeba mieć, by wybrać to co słuszne, nie licząc się z konsekwencjami. „W słusznej sprawie” to chyba najlepsza jak dotąd powieść Chamberlain.

Wyrwa

Książkę „Wyrwa” można polecić z uwagi na ciekawą fabułę oraz ze względu na fakt, że autorem tego thrillera psychologicznego jest Wojciech Chmielarz, który jest jednym z najpopularniejszych polskich autorów tego gatunku.  Należy jednak zaznaczyć, że książka ta nie jest klasycznym kryminałem, ale trzyma w napięciu i ma coś, co lubi większość czytelników, czyli mocno rozbudowany wątek kryminalny z wątkiem społecznym.  Powieść ta zachwyca czytelnika już od pierwszych stron czytania, ponieważ od samego początku opowiada smutną i ciekawą historię o życiu.  Przedstawia nam świat bohatera Maćka, który w jednej chwili traci sens życia po stracie bliskiej osoby. Jego żona ginie w wypadku samochodowym, a on zostaje bezradny z dwiema córkami. Wkrótce dowiaduje się, że jego żona była w ciąży i miała romans. Spotkanie z jej kochankiem uświadamia bohaterowi, że jego ukochana miała wiele tajemnic. Z tego powodu mężczyźni zawierają rozejm, aby dowiedzieć się jak najwięcej o swojej kobiecie i poznać jej sekrety. Pytania zaczynają się mnożyć, a tragedia zmienia się w skomplikowaną zagadkę. Podsumowując, należy stwierdzić, że „Wyrwa” porusza bardzo dużo trudnych tematów, czyta się ją z zapartym tchem i ogromną ciekawością, co będzie dalej. To historia splątanych uczuć, trudnej przyjaźni i konsekwencji życiowych błędów. Jest to opowieść, która zapada mocno w pamięć, zmusza do głębokiej refleksji nad życiem, nad własnymi relacjami z rodziną oraz nad kwestiami zawodowymi. Jest to powieść, którą można polecić przede wszystkim dorosłym czytelnikom, a szczególnie osobom posiadającym dzieci i zmagającym się ze stratą bliskiej osoby.